Widzę to tak... Pozwolę sobie na porównanie do osoby biseksualnej, której satysfakcję daje określony kontakt fizyczny z drugim człowiekiem, niezależnie od jego płci. Podobnie czuję się ja, która uważam się za switch. Świetnie odnajduję się dominując, i tak samo ulegając. To mój nastrój, ta specyficzna potrzeba, gdzieś tam ze środa mnie, sprawiają i decydują o tym, czego chcę w danym czasie. Wtedy silne doznawanie jest najważniejsze, ta możliwość wpływania i decydowania, a innym razem podporządkowania się smakują tak niesamowicie. Dla mnie to szersze, a właściwe pełne bodźcowanie. Pozdrawiam |