| Kontrola orgazmu, jako forma dominacji psychicznej |
| Rozgraniczyłbym nieco temat. Moja opinia - można sie nie zgadzać. Otóż inaczej wygląda kontrola orgazmu u uległej a inaczej u uległego. U uległej - jak wyżej napisał Treser - może być to doskonała, podniecająca gra. Nawet kilkugodzinna ale... ale moim zdaniem raczej winno sie uległej na orgazm w końcu zezwolić podczas spotkania, nocy, czy doby. To jest gra erotyczna i ma być podniecająca dla obu stron. Kobieta, która nie osiąga orgazmu przez dłuższy czas (mam na myśli dni, tygodnie, miesiące a nie godziny) nie reaguje ta ową formę dominacji tak samo jak mężczyzna. Kobieta po orgaźmie jest zrelaksowana, odprężona i ma ochotę służyć Panu. Kontrolowanie orgazmu u uległego może być zupełnie inne. Uległemu nie trzaba pozwalać skończyć za każdym razem. Można go przetrzymać długo, dni, tydzień, dwa, trzy... Szczególnie dobrze sie to sprawdza, kiedy uległy mieszka ze swoją Dominą. Po dłuższym czasie bez finału, uległy jest w stanie ciągłego, pobudzenia seksualnego, swoją Panią traktuje z podwyższona czułością, ponadstandartowo gorliwie spełnia polecenia Pani. Po orgaźmie zapał uległego zawsze nieco słabnie, na jakiś czas - dłuższy lub krótszy - jest to cecha indywidualna. Jesli jakaś Pani twierdzi, ze "u jej uległego nic nie słabnie" to znaczy, ze uległy po prostu nie okazuje tego swojej partnerce. Ale zapał słabnie i nie ma tutaj co dyskutowac, bo tak już panowie sa stworzeni. Naturalnie, możecie miec na ten temat inne zdanie - niemniej z mojego punktu widzenia wygląda to właśnie tak jak napisałem, w skrócie zresztą. |