| Prawdziwe BDSM moje refleksje |
| Jako, że jestem tu początkujący przeczytałem kilka tematów na forum i zastanawiam się czy ja tutaj w ogóle pasuje - czyli czym jest BDSM. Z jednej strony mamy niewyżytych masterów, którzy nie poszukują żadnej więzi emocjonalnej, a chodzi im tylko o wyładowanie napięcia seksualnego + dać ujście psychicznej dewiacji, a z drugiej masterów grających na długiej znajomości opartej na emocjach i przywiązaniu. Oczywiście chciałoby się powiedzieć, że Ci pierwsi to zwyrodnialcy nadający się do psychiatryka, a tylko druga grupa to prawdziwi Masterzy BDSM. Jak już się domyślamy z życia nic niestety nie jest czarno-białe i istnieje wiele różnych odcieni BDSM. Zapewne istnieją tysiące relacji BDSM i nie ma dwóch takich samych - przekrzykiwanie się kto jest prawdziwym masterem, a kto nie chyba nie ma sensu. Żadne wpisy nie zastąpią zdrowego rozsądku i uważnej obserwacji. Całkowite oddanie, do którego większość pasjonatów dąży, może się okazać zgubne - BDSM bywa niebezpieczne. Wyobrażam sobie, że nawet Ci całkowicie zwyrodniali "masterzy" mogą znaleźć kogoś, kto takiej relacji będzie pożądał, ale czy to dobry krok - wg. mnie raczej nie. Jeśli o mnie chodzi to jestem lekko w rozterce (co niektórzy napiszą,że żaden ze mnie master w takim razie). Z jednej strony chciałbym mieć w łóżku całkiem posłuszną mi kobietę i chciałbym realizować moje fantazje, ale z drugiej strony nie czerpię przyjemności z traktowania kogoś jak przedmiot na co dzień. Zaraz podniosą się głosy, że nie trzeb nikim pomiatać i, że uległa wręcz nie powinna czuć mojej twardej ręki, a tylko emocjonalną dominacje, ale szczerze nie chciałbym nikogo, kto by całkowicie we wszystkim mnie słuchał, albo dostawał klapsy. W żadnym wypadku nie chciałbym nikogo skrzywdzić i mam ochotę z kimś wyjść do kina i się do kogoś przytulić albo zrobić mu herbatę z miodem i cytryną. Nawet czytałem, że jeśli ktoś długo zajmuje się BDSM to potem ma kłopoty z powrotem do normalnych stosunków jeśli tego zachce i to mnie martwi. Łóżko mogę dzielić z każdą uległą, ale życie już nie. Czy to oznacza, że jestem dupa a nie master, pomimo, że dominacja może mi nieźle wychodzić? Czy jestem tylko zwyrodnialcem nastawionym na zaspokojenie potrzeb? Skoro nie pasuję do BDSM ani do "normalnych" to gdzie pasuję? |