Marta
Najtrudniej podobno jest zaczac. Wszystko. Pierwsze slowa ksiazki, opowiadania. Pierwszy uscisk dloni, pierwszy pocalunek. Pierwsze smagniecie batem po nagich pośladkach....
Nikt jednak nie zapewni, ze kolejne kroki beda łatwiejsze.
Marta nie musiala w tej chwili niczego zaczynac, gdyz wlasnie posrodku nieczego sie zalazla. Z trudem usilowala sobie przypomniec, co bylo wcześniej.

Pobudka w jasnej sypialni rozswietlonej promieniami wschodzacego slonca wkradajacymi sie do jej prywatnego sanktuarium dlugimi palcami. Szybkie sniadanie, praca, zakupy w Biedronce. Z niesmakiem zarknela na drzwi znajdujace sie z dala od parkingu przeznaczonego dla klientow tego dyskontu. Drzwi, przez ktore w kazdy czwartek wywozonych bylo kilka palet zepsutego jedzenia, kierowanego do utylizacji. Marta nie lubila marnotrawstwa i nie probowala nawet liczyc, ile samochodow ciezarowych wypelnionych jedzeniem nie nadajacym sie do spozycia jezdzilo po polskich drogach w kazdej godzinie. A Melaku byl tak daleko od niej i szanowal kazda krople wody.
A potem cisza. Nagla. Niespodziewana. Nie poprzedzona podejrzanymi sytuacjami. Gdyby nie fakt, iz wcale nie bylo jej w tej chwili do smiechu, moglaby sie rozesmiac i stwierdzic, iz zuplelnie nie nadaje sie na bohaterke powiesci, tudziez opowiadan. Nie widziala wczesniej wolno poruszajacych sie czarnych samochodow, ludzi, ktorzy mogli tylko udawac zapatrzenie w gazety, witryny sklepowe. Po prostu - w jednej chwili szla wymachujac reklamowka z zakupami i szukajac wzrokiem swojego kochanego samochodziku, a juz w chwile pozniej podnosila sie z wilgotnej podlogi i nie miala zielonego pojecia gdzie jest jej siatka. I gdzie ona sama sie znajduje
W pomieszczeniu panowal mrok, ktory niezbyt skutecznie probowala rozswietlic slaba, naga zarowka, majaczaca przy suficie. Sciany, podobnie jak podloga, byly wilgotne. W powietrzu unosil sie zapach stechlizny. Probowala dojrzec w slabym swietle chociaz zarys drzwi, ale szybko zrozumiala, iz to co w pierwszej chwili wziela za cienie jest w rzeczywistosci krata przypominajaca te, za ktorymi czesto przebywali wrogowie Lucky Luka. Marta zastanawiala sie, gdzie wlasciwie sie znajduje. Przeciez nie mogla byc tak daleko od domu, choc tak naprawde stracila poczucie rzeczywistosci. Moglo przeciez minac zaledwie kilkanascie minut jak i kilka dni od momentu, gdy placila za zakupy w sklepie. Pormonetka! Telefon!
Nie zdazyla nawet zastanowic sie nad kwestiami praktycznymi dotyczacymi zasiegu sieci komorkowej w tak dziwnym miejscu, gdy zauwazyla, ze telefon zniknal z kieszeni jej spodni. Choc, aby wlasciwie opisac sytuacje nalezaloby stwierdzic, iz aparat w dalszym ciagu mogl znajdowac sie w krotkich szortach, natomiast same szorty w magiczny sposob opuscily swoja wlascicielke. Podobnie jak inne czesci jej garderoby - dziewczyna z przerazeniem odkryla, iz ubrana jest jedynie w biale figi i jasna koszulke na ramiaczkach. Nie narzekala na zimno - porownaniu z upalem panujacym na zewnatrz, tu bylo przyjemnie chłodno.
- Obawiam sie iz na tym wszelkie przyjemnosci sie koncza - mruknela, a jej glos odbil sie szeptanym echem od scian. Przez ulamek sekundy miala wrazenie, iz to wlasnie ten szept uruchomil dzwignie, zapadki i magiczne drzwi za moment same sie otworza. Dzwieki dochodzily jednak z dalszej odleglosci. A gdy skrzypienie rozplynlo sie po katach, uslyszala kroki. Pewne, ciezkie, glosne. Pierwsza jej reakcja byla ulga. W koncu ktos dostrzegl jej nieobecnosc i zawiadomil policje (lub ABW czy inna cholere). Lecz wystarczyl moment, by nadzieja rozplynela sie po katach w slad za wczesniejszym odglosem skrzypiacych drzwi.
Przed nia, po drugiej stronie kratownicy stal mezczyzna. Buty, ktore wydawaly odglosy pelne w pierwszej chwili nadzieji byly wysokimi, idealnie wypolerowanymi oficerkami. Mezczyzna ubrany byl w czarna koszula (edit:biala nasuwa mi dziwne skojarzenia samochodowo - oralne) i ciemne jeansy przytrzymywane na biodrach skorzanym pasem z duza, srebrna klamra. Pomimo mroku mial zalozone lustrzane okulary. W reku trzymal jakis przedmiot. Marta w pierwszym momencie sadzila, z jest to rodzaj sprzetu sportowego, lecz gdy gwaltownie przejechal nim po pretach domyslila sie, iz jest to policyjna palka. Skulila sie gwaltownie na ten dzwiek i zamknela oczy starajac sie nie myslec o powodzie dla ktorego sie tu znalazła.
Mezczyzna stal na korytarzy w lekkim rozkroku. Nic nie mowil, tylko bawil sie palka. Wydawalo sie, iz oczy skryte za okularami przenikliwie wpatruja sie w dziewczyne, gdyz w pewnym momencie kaciki jego ust delikatnie uniosly sie w satysfakcjinujacym usmiechu. O tak, on juz wiedzial, co zamierza z nia zrobić.
Gdy uslyszala odglos oddalajacych sie krokow, sama nie wiedziala, czy czuje ulge czy moze jednak perspektywa samotnosci w tak odrazajacym miejscu jest znacznie mniej ciekawa.
Nie wiedziala tez ile czasu minelo od momentu gdy zapaldla cisza do czasu, gdy ponownie uslyszala dochodzace z oddali dźwięki.
Wpatrywala sie w tego czlowieka, gdy szukal w peku kluczy tego wlasciwego. I nie wiedziala, co ma myslec. Najchetniej znow zapadaby w sen, omdlenie, stracila przytomnosc byleby juz sie nie bac, nie czuc niepewności.
Gdy wszedl do pomieszczenia w ktorym sie znajdowala, prawie ze bezwidnie odsuwala sie od niego az do momentu, gdy jej plecy oparly sie o zimna sciane. Dopiero wtedy zauwazyla, iz mezczyzna nie trzyma juz w dloni palki, ktora lezy blisko kratownicy, tylko spore naczynie. Nie zdazyla zastanowic sie nad jego zawartoscia, gdy mezczyzna chlustna na nia lodowata woda i stanal przy niej patrzac z gory jak zaczyna trzasc sie z zimna.
Jej koszulka, dotychczas sucha i bezpieczna, oblepila cialo ukazujac ciemne kregi brodawek, ktore pod wplywem zimna naprezyly sie i sterczaly dumnie pod bawelnianym materialem. Marta objela sie dlonmi starajac sie zachowac resztki ciepla i spojrzala w gore probujac dostrzec w wyrazie twarzy tego czlowieka zarys swojej przyszlosci. A dostrzegla tylko cyniczny uśmiech.
Nic nie mowil tylko reka dal jej znak, by wstala z podlogi. Nie zamierzala tego czynic - stwierdzila, iz nie zrobi nic, czego zarzada ten czlowiek. On jednak nie zamierzal wykazywac sie ani empatia ani cierpliwoscia. Nie byl do tego przyzwyczajony i nie uznawal zadnej formy sprzeciwu.
Bardzo nie podobal mu sie brak posluszenstwa dlatego z odrobina zlosci zlapal dziewczyne za mokre wlosy i szarpnieciem zmusil ja, by wstała.
Gdy uniosl okulary Marta odwrocila wzrok. Nie mogla zniesc tak intensywnego spojrzenia duzych, metalowo-niebieskich oczu. Przypominaly jej Rolanda z Gilead - tak sobie wlasnie wyobrazala oczy glownego bohatera jednej z jej ulubionych powieści
Nie byl tym zachwycony, choc zdazyl sie przyzwyczaic do takiego zachowania ze strony kobiet. Nie potrafily zniesc jego spojrzenia. A on nie czesto pozwalal, by go w ten sposob ignorowaly. Mocniej pociagnal za wlosy kierujac ponownie cala jej uwage na siebie. Zblizal sie do niej chcac poczuc jej zapach - niepewnosci, wstydu, upokorzenia. Upajal sie nim. Nie zdziwil sie, gdy sprobowala go odepchnac. Usmiechnal sie sam do siebie doskonale wiedzac, ze jej wysilki pojda na marne. Musi jedynie poswiecic kilka chwil, by to ona wiedziala, kto tu rządzi.
Wolna reka z kieszeni spodni wyjal linke. Nic specjalnego, ale do jego celow wystarczy. Wprawnie skrepowal jej nadgarstki i przerzucil ja poprzez ogniwo wprawione w sciane, kilkanascie centymetrow nad jej glowa. Zwiazal mocno i odsunal sie kilka krokow by ocenic swoje dzieło.
Wygladala pieknie z ramionami uniesianymi do gory. Nie mogla przybrac juz bezpiecznej dla siebie pozycji - skulonej, zakrywajacej to, co najbardziej pociagajace. Jedyne do czego nie mogl jej w tej chwili zmusic to to, by nie odrywala od niego wzroku. Ale nie bylo mu to w tej chwili niezbedne. Wolal podziwiac jej cialo wyobrazajac sobie, do czego za chwile bedzie ono zdolne. Zamierzal powoli delektowac sie kazdym jego szczegolem. Kazda wypukloscia, kragloscia. Blizna. Podczedl blizej i przesunal dlonia od jej nadgarstktow, wzdluz calego ramienia. Zatrzymal sie przy piersi podziwiajac sterczaca brodawke. Musnal kciukiem jej czubek i z zadowoleniem stwierdzil, iz wyprezyla sie jeszcze bardziej. Poczal wodzic dlonia po jej ciele, brzuchu, piersiach niczym niewidomy studiujacy rzezbe Wenus z Milo. Wiedzial, ze w umysle kobiety wciaz panuje chaos i strach lecz rownoczenie czul, ze to cialo juz wkrodce nie bedzie przejmowac sie fanaberiami umysłu.
Marta nie wiedziala w tej chwili, czy w dalszym ciagu jest przerazona czy raczej zla na sama siebie za to, iz pod wplywem dotyku szorstkich dloni tego faceta przeszywa ja dreszcz podniecenia. Probowala doprowadzic sie do porzadku i w zadnym wypadku nie dac tego po sobie poznac. Wpatrywala sie w postac, ktora przgegladala zawartosc szuflady kredensu umieszczonego poza jej wiezieniem. Blysk noza ponownie uswiadomil jej, iz nie znajduje sie tu w celach rozrywkowych - nie bedzie pila pysznego latte, on nie zadowoli sie biala kawa.
- Czy jest Ci wygodnie - spytal niskim glosem. Czy on sobie kpi? Pokrecila przeczaco głowa.
-Tak myslalem - stwierdzil i przysunal ostrze noze do jej szyji. Podobala mu sie jej reakcja - czysty strach. Nie chcial, by trwala w tym stanie zbyt dlugo - wolal chwile mocnych emocji co jakis czas niz pernamentne odczucia, ktore w pewnym momencie staja sie zbyt stale, zbyt proste. Wykonal naciecie przy dekolcie jej bluzki a nastepnie szybkim ruchem rozerwal ja uwalniajac piekne piersi z tej paskudnej pulapki. Znacznie chetniej widzialby swoja kobiete w czarnych koronkach, dlatego nie zal bylo mu tego paskudztwa. Ponownie rozpoczal wedrowke po jej ciele upajajac sie zarowno faktura jej skory jak i jej wstydem. I reakcja jej ciala, ktorej chyba nie do konca byla świadoma.
Widzial, iz pozycja w ktorej sie znajdowala byla dosc meczaca. Jesli lina bylaby grubsza, dziewczyna moglaby rozluznic rece. Aktualnie waska linka zbytno wbijala sie w skore.
-Czy chcialabys bym Cie rozwiazal? - spytał
-Chcialabym, bys mnie stad wypuscil - odpowiedziala cicho. Nie spodobala mu sie zarowno tresc wypowiadanych slow jak i ton glosu - jeszcze zbyt hardy. Jeszcze nie ulozony. Nie spodziewal sie z reszta, by po tak krotkim czasie stala sie spolegliwa istotka. Postanowil poczekac az nieco ochlonie.
Moze pol godziny wystarczy?
Wrocil po godzinie.
Widzial, iz płakała.
Staranny makijaz, ktory wykonywala rano rozmyl sie pod wplywem emocji, cieplych lez i zimnej wody.
- Czy teraz chcesz bym cie rozwiazal - spytal ponownie
Pokiwala glowa nie patrzac na niego. Podszedl blizej i ujal jej brode w swoja dlon. Czul, ze drzy od zimna i zmeczenia miesni. Zmusil ja do kontaktu wzrokowego
-Nie lubie pytac dwa razy. Czy chcesz bym cie rozwiązał
-Tak - odpowiedz byla krotka i pozbawio na znamion hardości
-Poproś.
Widzial jak jej zrednice rozszerzaja sie w zdumieniu i spodobalo mu sie, ze nie polemizowala tylko grzecznie powiedziala "prosze". Poglaskal ja po glowie i wyjal nóź
- Teraz przetne line. Opuscisz dlonie i uklekniesz przede mna. Zrozumiałaś?
Pokiwala głowa.
Nie lubil tego, ale czasem nie dalo sie inaczej. Jego otwarta dlon wyladowala na jej policzku.
-Pytalem czy zrozumiałaś?
Tym razem niezwlocznie uslyszal ciche "tak". Dobrze. Pojetna uczennica.
Przecial linke. Szybko opuscila rece. Zbyt szybko. Jej twarz przeszyl grymas bolu spowodowany nagla zmiana napiecia miesni. Dal jej chwile na ochloniecie a nastepnie ponownie spoliczkowal. Tak dla przypomnienia.
Zrozumiala. Uklekla przed nim domyslajac sie, jaki jest cel tej 'zabawy' i nie potrafila ukryc niezadowolenia.
-rozepnij zamek - polecił.
Marta zdawala sobie sprawe, iz jest zbyt zmeczona i slaba, by probowac ucieczki. I gdzie niby mialaby pojsc? Fakt, oswietlenie tego miejsca bylo slabe, ale szczerze watpila by za krata znajdowaly sie zielone tabliczki z napisem "exit". Poslysznie wiec siegnela do zamka mezczyzny rozpinajac go powoli.
Byl gotowy. Przez szczeline w spodniach wyciagnal twardego penisa
-wiesz co masz robic - polecil. Nie zblizal sie do jej twarzy. To ona musiala przysunac sie do niego. Lubil na to patrzec. Widziec, ze nie chce ale jednak robi to. Najpierw bo sie boi. A potem dla niego.
Marta otworzyla lekko usta i wysunela jezyk. Jego czubkiem delikatnie musnela wrazliwa zoladz. Nie jest tak zle - pomyslala i w jej sercu zdrodzila sie nadzieja. Moze gdy go zadowoli on pozwoli jej odejsc? Objela zoladz wigotnymi wargami i trzymajac go w ustach ponownie przesunela po niej jezykiem. Smakowal dobrze. Wciagnala go glebiej do ust rozpoczynajac znany jej rytual. W tym czasie poczula cieple dlonie na swojej glowie. Mezczyzna glaskal ja po wlosach i mruczal zadowolony. Podniecalo ja to - lubila sprawiac mezczyznie przyjemnosc, choc w tych okolicznosciach nie czula sie do konca swobodnie. Pomimo tego - moze liczac na szybszy koniec - starala sie coraz bardziej raz wciagajac go gleboko w usta, by po chwili muskac jezykiem trzon.
Czul, ze jest bliski konca. Ze to, co wyprawiaja jej usta doprowadza go do szalenstwa. Chwycil mocno jej wlosy unieruchamiajac glowe i wepchnal swojego kutasa gleboko czujac nadchodzace faje rozkoszy.
Marta nie mogla oddychac, ale tez nie mogla sie ruszyc, gdyz trzymal ja mocno. Potrafila tylko czuc pulsowanie w ustach i lepka,goraca sperme splywajaca w dol jej gardła.
Jego oddech powoli sie uspokajal, dziewczyna ponownie przybrala swoja bezpieczna poze. Trwali tak chwile - kazde w swoim milczeniu. Gdy podszedl do niej obawiala sie kolejnego policzka, szarpniecia. On natomiast kucnal przy niej i delikatnie pogladzil ja po twarzy.
-Grzeczna dziewczynka - wyszeptal wprost do ucha, a ja przeszyl dreszcz podniecenia. Pragnela zbyt wielu rzeczy na raz. Krzyczec, wolac o pomoc, uciec. Przytulic sie do niego. Prosic, by ugasil zar, ktory w niej rozniecił.
-Wstan - polecil a ona poslusznie uniosla sie i skierowala w kierunku wyjscia liczac, iz tak to wlasnie sie zakończy.
On jednak mial inne plany.
-Choc tutaj - polecil, ale ona nie zatrzymala sie. Bo przeciez to mial byc koniec!
Chwycil ja za nadgarstek i przyparl twarza do sciany. Czula jego cialo przygwozdzajace ja do zimnego muru, jego cieply oddech na karku. Szybko zerwal z niej figi i noga zmusil, by stanela w rozkroku.
Gdy jego dlon dotknela jej krocza, mimowolnie wstrzymala oddech. Jego palec krazyl przy wejsciu do pochwy jakby zastanawiajac sie, czy wejsc czy pozostac na zewnatrz. Gdy poczula go w sobie, nie mogla powstrzymac westchnienia. Jak kiedykolwiek mogla uwazac, is jest tu zimno?
- podoba ci sie malenka, nie da sie ukryc - szeptal jej do ucha przygryzajac to platek to kark. Podobala mu sie jej reakcja. Mimowolne westchnienie, gesia skorka, wilgoc, ktora z przyjemnoscia przyjmnowal na swoje palce by przeniesc ja na lechtaczke. Ucieczke ciala, ktore nie mialo gdzie uciec gdyz nie pozwolil mu. Wilo sie wiec rozkosznie pod jego dotykiem.
Probowala zlaczyc nogi, ale kocne uderzenie otwarta dlonia przyprowadzila ja do porzadku. Po dluzszej chwili byl pewien, ze z wlasnej woli nie powtorzy tego bledu. Zaskoczylo go to, ze sie pomylil. Znow probowala utrudnic mu zadanie, ale nie bylo juz w tym paniki.
- nie jestes grzeczna - stwierdzil. Chwycil ja mocna dlonia za kark i poprowadzil do krzesla. Poslusznie przyklekla opierajac sie o siedzisko i plonac ze wstydu na mysl, iz tak dokladnie widac jej najintymniejsze czesci ciała.
Mężczyzna jednym ruchem wysunal pas ze szlufek spodni.
- Jesli jestes ze mna wymagam posluszenstwa. Nie bylas posluszna, za co dostaniesz piec uderzen pasem. Lekko, srednio, mocno, lekko, lekko. Zrozumiałaś?
-tak - wyszeptala i natychmiast poczula skorzany pas na posladkach. Drugie uderzenie bylo mocniejsze. Przy trzecim zasyczala z bolu. Dwa kolejne byly slabsze, jednak trafialy na bolene juz miejsca wiec wywolywalay tyle samo bolu co wcześniejsze.
- Mam nadzieje, ze nie bedziesz sie wiercic. A teraz pod siane!
Gdy powrocili do poprzedniej pozycji, mezczzna z zadowoleniem stwierdzil, iz Marta jest jeszcze bardziej mokra niz wczesniej. Podobalo mu sie to, dlatego coraz bardziej intensywnie piescil najwrazliwsze czesci jej ciala. Gdy czul, iz jest bliska ekstazy gwaltownym ruchem wbil swojego czlonka w jej rozpalone ciało.
-teraz jestes moja - wyszeptal czujac na swoim kutasie spazmy jej rozkoszy.
Gdy druga dawka jego nasienia splywala po jej udach, a on obejmowal bezsilne i drzace kobiece cialo spytał.
- Czy bedziesz chciala mnie jeszcze?
Na co ona odparla cichym
-Tak, bede.


  PRZEJDŹ NA FORUM