| Temat bardzo szeroki, trochę o tym przeczytałem. Sam gdzieś tam głęboko odczuwam potrzebę ulegania, ale na pewno nie 24/24. A teraz co mi przyszło do głowy. Zdecydowana większość opowiada się, że bez praktyk sado-maso nie wyobrażają sobie takiego związku, ale są też mówiący, że samo podporządkowanie i spełnianie roli służby jednej ze stron już tworzy taki związek. Mało czytałem jak ulegli pisali, że rola masochisty w ogóle im nie odpowiada i w żaden sposób ich nie podnieca a godzą się być workiem treningowym tylko dla przyjemności i satysfakcji strony dominującej. Tak trochę rozejrzałem się dookoła po bliższych i dalszych znajomych i płytszych lub głębszych tego typu związków kilka by się znalazło, przynajmniej w sferze emocjonalnej. To teraz moje pytanie. Czy gdyby tym ludziom uświadomić, że jest coś takiego jak FEMDOM/MALEDOM (jestem przekonany, że większość z nich nie ma o tym pojęcia)to automatycznie zyskały by statut takich związków? Cz aby ludzie opisujący co prawda anonimowo swoje związki, szczególnie od strony dominującej nie dorabiają do tego jakiejś sztucznej ideologi na kształt sekty wyznaniowej? |