| Uczelniane Stowarzyszenie CFNM cz.1 |
| Z rękami założonymi na biodrach, z uśmieszkiem mówiącym "mam cię" władczo górowała nad nim Ester Lindgren, Pani Rektor. Leo szukał jakiegoś wyjaśnienia. Jakiś powód, dla którego Kanclerz prestiżowego uniwersytetu miałby wić się nago, będąc posłusznym wobec studentek. Nie, z tego nie dało się tak po prostu wyjść. Jego ambitna zastępczyni miała go w garści, z czego oboje sobie zdawali sprawę. - Proszę, proszę, Leo. Ja tylko sugerowałam, żebyś sprawdził czy to Towarzystwo działa uczciwie. Nie oczekiwałam, że spodoba ci się idea kobiecego autorytaryzmu. Szybko ci poszło z wystawieniem swojego kutasa na widok tych ładnych młodych dam, prawda? Zdajesz sobie sprawę, że jesteś wystarczająco stary by być ich ojcem! Leo jęknął, odebrało mu mowę z upokorzenia. Ona go doprowadzi do ruiny. Zabierze mu jego pracę, a innej nie dostanie po tym co wyszło na jaw. - Dobrze, zatem. - Odpowiedział godząc się ze swoim losem. - Wywalisz mnie z pracy, prawda? Zanim odpowiedziała, Ester nieśpiesznie oceniła nagie ciało jego przełożonego. Nic oprócz odrażająco gęstego buszu włosów wijących się wokół jego krótkiego i grubiutkiego kutasa. -Nie, a dlaczego? Nie zamierzam tego ujawniać. Całkowicie popieram twój wybór. Leo padł na ziemię z ulgą. Jak miło z jej strony, choć mogła odebrać mu wszystko. - Nie wiem czemu nie miałbyś kontynuować tej roli, jako że już zaakceptowałeś pogląd głoszący kobiecy autorytaryzm. Choć oczywiście, nie możesz być hipokrytą. Jestem pewna, że Katrina i reszta dziewczyn będzie szczególnie zwracać uwagę na to, czy jesteś wierny tym zasadom. - Mówiąc to pochwyciła jego szczękę tak by patrzył na jej srogą twarz. - I oczywiście jeśli one, lub ja, będziemy chcieli wprowadzić jakieś drobne zmiany lub nowe pomysły, ty służalczo będziesz się słuchał. Leo nie miał wyboru jak tylko energicznie się zgodzić. - Nie wierzę, że jeszcze mnie nie zadowoliłeś... - Ester puściła jego twarz. Leo nie do końca zrozumiał co miała na myśli, dopóki nie pomachała przed nim lewą stopą. Ogarnięty wstydem pochylił głowę i zaczął czule całować drogie szpilki jego zastępczyni, kobiety, którą do teraz uważał uważał za osobę nieistotną. Zanim spotkanie się zakończyło została jeszcze jedna rzecz do zrobienia. Zdjęcie grupowe Stowarzyszenia. Lampa błysnęła uchwycając Leo i innych mężczyzn klęczących z przodu, oraz dziewczyny dumnie stojące za nimi. Dla Leo nie było odwrotu. Od teraz miał zacząć życie pod rządami kobiet. Weekend minął dla Leo spokojnie. Został mu przyznany dostęp do strony internetowej Stowarzyszenia. Sobotę i Niedzielę spędził przed laptopem, przeglądając wcześniejsze posty i zdjęcia. Wyglądało na to, że na wielu innych uczelniach również działały takie Stowarzyszenia CFNM. I w wielu innych dużych firmach. Nawet w Riksdag. Członkinie na terenie całego kraju zdawały się być w łączności. Liczne historie tych dziewczyn osiągających wielkie sukcesy po ukończeniu szkoły napawały zarówno dumą jak i przerażeniem. To były teraz prawniczki, sędziny, nawet panie polityk. Wszystkie w tajemnicy noszące przysięgę wprowadzenia swojej damskiej władzy w życie. Jedna z takich kobiet, Justice Greene, była znaną sędziną w ostatniej sprawie rozwodowej, ustanawiając precedens, że zdradzający mężowie muszą oddać wszelkie dobra roszczącym sobie do nich prawa żonom. Inna była członkini była teraz mierzącą wysoko politykiem w partii KobietyTeraz (FemNow) i wróżyło jej się posadę Premiera. Leo czytając te wszystkie historie utalentowanych kobiet, które przejmują władzę, czuł nieodpartą chęć masturbacji, jednak Katrina nakazała mu zachować abstynencję dopóki nie otrzyma pozwolenia a on sam czuł wyjątkowo zobowiązany posłuchać jej rozkazu. --Poniedziałek-- Leo siedział bezczynnie przy stole tamtego popołudnia, kiedy jego sekretarka, Linnea, zapukała do drzwi i weszła. Była nieśmiałą myszką, choć bardzo atrakcyjną, z jej jasnymi zielonymi oczami, cienkimi i ciemnymi brwiami oraz gibką, wysportowaną sylwetką, profesjonalistką pełną gembą. Leo często pragnął by ubierała się bardziej prowokacyjnie, jak Ester, ale ta młoda i grzeczna dziewczyna nigdy nie wpychała się nigdzie co się Leo podobało. - Przepraszam pana, Panie Nilsson. Są tutaj dwie studentki, które chciały by się z panem zobaczyć, Tamika i Harriet? Nie przypominam sobie by były umówione... Leo podniósł się w krześle jak tylko usłyszał ich imiona. - Wszystko w porządku, wpuść je natychmiast. Nie wtrącaj się Linnea!. - Warknął na nią skołowany, zastanawiając się dlaczego Tamika i Harriet odważyłyby się tutaj przyjść, do jego sanktuarium. Wyraźnie skonsternowana jego nagłym wybuchem, Linnea potulnie wpuściła je przez drzwi i zostawiła je tam, zamykając za sobą drzwi. - Witajcie dziewczyny. Obie wyglądacie wspaniale tego cudownego popołudnia, ja..." - Leo starał zachowywać spokojnie i władczo - Nie sądzę, że pana pochlebstwo jest na miejscu - Powiedziała Harlet ostro, momentalnie zaznaczając swoją górującą na Leo pozycję, który wcisnął się w fotel i pozostał cicho. - I dlaczego wciąż jesteś ubrany? - Powiedziała cicho Tamika swobodnie badając gabinet Leo, podnosząc bez szczególnego zainteresowania różne przedmioty. Kanclerz nie dowierzał za co ona się właśnie zabierała. - POWIEDZIAŁAM dlaczego jesteś jeszcze ubrany. Nagły wybuch złości Tamiki przeraził Leo. Spanikował i pomyślał, że jego sekretarka mogła usłyszeć to przez drzwi. Wstając, pośpiesznie zrzucił z siebie ubrania, rzucając je na ziemię. Harriet patrzała w rozbawieniu, chichocząc na ten wstydliwy dla niego widok. Oto on, Kanclerz, stał bosy i nagi w swoim własnym gabinecie. Ręce trzymał po obu bokach, z opuszczoną głową i jego orzeszkiem ukrytym wśród gęstego buszu. - Następnym razem nawet nie próbuj być w naszej obecności ubranym, białasku - Tamika podeszła by przyjrzeć mu się bliżej, pogardliwie spoglądając na jego nieimponującą posturę. Cofnął się kiedy pstryknęła jego wiotkiego penisa. - Teraz porozmawiamy sobie o dokumentach, które trzymasz. Słyszałyśmy bardzo interesujące rzeczy od studentki Felicity, że naukowy program badań nad sportem jest energicznie monitorowany. Szczególnie ... zdrowie ... gości biorących w nim udział. Słyszałyśmy też, że kopie wszystkich ... pomiarów... są trzymane tutaj. - Leo głęboko się tego obawiał, że mogą się o tym dowiedzieć. To Ester była odpowiedzialna za akceptację wysoce inwazyjnych badań medycznych członków biorących udział w tym programie. Podejrzewał, że kopie niektórych pomiarów już wyciekły, dlatego obawiał się o uczestników tego projektu i o to, że niektóre z kobiet będą mogły mieć wgląd w ich prywatne badania, szczególnie ich koleżanki! - Dlaczego... dlaczego miałybyście je potrzebować? - próbował się bezskutecznie bronić. - Kilku pierwszoroczniaków na kampusie nie rozumie pewnych rzeczy, co stwarza problemy naszemu Towarzystwu jak i ruchowi feministek. Tak się składa, że chodzi o uczestników tego projektu. Oni wszyscy będą musieli się poddać tym badaniom, gdzie ich każdy NAJMNIEJSZY pomiary zostanie udokumentowany. To będzie bardzo przydatne dla nas, kiedy będzie trzeba im wyjaśnić i nauczyć ich, że na tym uniwersytecie kobiety mają pierwszeństwo. - Harriet podniosła głos wyraźnie poirytowana. - Nie wspominając o komicznych wynikach jakie powinny przynieść badania - Bezlitośnie dodała Tamika. Zabrzęczał dzwonek na stole Leo. To była Linnea dzwoniła na inerkom. "Wszystko w porządku, potrzebuje pan pomocy?" Teraz Leo naprawdę zaczął panikować, przecież mogła wejść w każdej chwili. - Wszystko jest za następnymi drzwiami, weźcie proszę co tylko zechcecie. Muszę się ubrać zanim mnie zobaczy. Z uśmiechami satysfakcji, Tamika i Harriet zdecydowały się go zostawić i zamknęły za sobą drzwi. Leo przedzwonił do Linnea'y i poinstruował ją by dała wszelkie dokumenty, które te dziewczyny będą chciały. Z mocno bijącym sercem, założył bieliznę i zaczął się ubierać, trzęsąc się obawy przed zostaniem prawie złapanym przez Linnea'ę. Za następnymi drzwiami jego sekretarka była nieco wzburzona zachowaniem dwóch nachalnych studentek, lecz odrzuciła swoje wątpliwości i grzecznie zapytała o jakie dokumenty prosiły. - Pierwszy Rok, Studium Anatomii - Badania medyczne mężczyzn Słysząc to, Linnea wzięła głęboki wdech. Czemu niby było im to potrzebne? Nie miała nawet pewności czy takie dokumenty w ogóle istnieją. Ostatecznie je zlokalizowała w zaplombowanej szafce. Były opatrzone czerwonym paskiem oznaczającym, że są to ściśle tajne dokumenty. "Nie jestem pewna, czy mogę im to dać..." - ostatecznie jej ostrożność zwyciężyła. Stuknęła palcami po tym zastanawiającym dokumencie. Co tam w końcu może być takiego sekretnego? To pewnie tylko lista nazwisk z wzrostem i wagą. Nic sekretnego. - Czy Kanclerz ma ci znów to powiedzieć? - sarkastycznie zapytała Tamika. - Przepraszam, nie. - Odparła Linnea - Ale nie mogę wam dać oryginału... mogę dać wam skan, jeśli to nie jest kłopotem, ok? Tamika i Harriet obserwowały ją z podłym uśmieszkiem, kiedy Linnea zajmowała się skanowaniem. Kiedy dała im w końcu jeszcze ciepłe kopie, dziewczyny podziękowały za pomoc i szybko wyszły. Linnea słyszała ich śmiechy zadowolenia kiedy szły korytarzem. O co w tym chodziło? Linnea got to work in awkward silence with the photocopying as Tamika and Harriet watched over her with amused looks. When she gave the hot copies over they thanked her for being so helpful and quickly left. Linnea could hear them laughing as they went down the corridor, clearly pleased with themselves. What was it all about? Nie mogła się powstrzymać od tego, kiedy miał właśnie odłożyć dokumenty na miejsce. Upewniwszy się, że drzwi do gabinetu Leo są zamknięte, otworzyła dokument chcąc sprawdzić dlaczego dziewczyny uważały jego pozyskanie za tak zabawne. Tak jak myślała. Nudna lista. Nazwiska studentów pierwszego roku, którzy brali udział w tym kursie. Ich wzrost, waga, nudne przypisy, grupa krwi, itd. itp., wzwód, wiotki. CO? - Twardy i wiotki? - Powiedziała na głos, wyraźnie zszokowana. Jej oczy szybko przeskanowały listę. 11.4 cm, 15.5 cm, 10 cm, 13.4 cm, 20.8 cm. To były pomiary kutasów chłopców! Usiadła na podłodze zafascynowana, przeglądając szybko sekretne wymiary najbardziej prywatnych miejsc mężczyzn. A potem jeszcze raz to przejrzała. Czuła się nie zwykle winna posiadając taką intymną wiedzę. A mimo to nie potrafiła się przestać uśmiechać. Zauważyła niektóre imiona - Simon, ten arogancki student z zagranicy - 10 cm w wzwodzie, 1.7 cm wiotki! Linnea zachichotała sama do siebie, na myśl, że ten nadęty Amerykanin dumnie kroczył z tak malutkim, wiotkim kutasem między nogami. Spojrzała na większe. Erik Forsberg, 20.8cm, łał! Jego gorąca pała była bez wad. Linnea od dawna była nim zachwycona kiedy kibicowała uniwersyteckiej reprezentacji w piłce nożnej. Czuła się władna wiedząc co ukrywa pod tymi krótkimi spodenkami. Przejrzawszy wielokrotnie te liczby, Linnea odłożyła je z powrotem w bezpieczne miejsce w szafce. Czas się dłużył Linnea'i kiedy tak sobie marzyła o chłopcach z pierwszego roku, którzy musieli się poddać pomiarom ich siusiaków. Choć było to niegodne, czuła się bardzo napalona na samą myśl o tym. Już wcześniej poczuła pokusę, a teraz kiedy miała się zbierać do domu ukryła kopię dokumentu w swojej torebce i wyszła. --Wtorek-- Tak jak miała w zwyczaju, Ester nie uprzedziła Leo, że przyjeżdża, wchodząc sobie po prostu do jego biura, jednocześnie wytrącając go z sennych marzeń. Spróbował ją przywitać i uciąć krótką pogawędkę ze swoją zastępczynią, ale pozostawała zimna i cicha, obejmując go protekcjonalnym spojrzeniem. - Przestań gadać bzdury, Leo. Wyskakuj z ubrań. Natychmiast. Parsknął ze złości słysząc ten absurdalny rozkaz. Nie była członkinią Towarzystwa CFNM! Na co ona przypomniała mu, że złożył przysięgę bycia posłusznym wobec wszystkich kobiet. A jeśli wciąż miałby jakieś wątpliwości to z przyjemnością wezwie Tamikę by mu przypomniała o jego zobowiązaniach. Ester bezczelnie usiadła na jego krześle i oparła swoje nogi na jego biurku jednocześnie obserwując go, kiedy ten wstał by się rozebrać. - Na kolana Leo posłuchał. Jeszcze minutę temu zachowywał się jak każdy szef się zachowuje wobec swojego zastępcy. Teraz był golutki, klęcząc przed kobietą, która siedziała na JEGO miejscu. - Przed chwilą rozmawiałam z Katriną. Jest zajęta pisaniem wypracowania, ale obie się zgodziłyśmy, że coś trzeba zrobić z tą okropną ściółką - wskazała na szpilką na jego gęste włosy łonowe, które maskowały krótkiego fistaszka Leo. "I've actually just been chatting to Katrina. She's busy with an essay but we both agreed something had to be done about this horrid display of foliage!" And with that she used her high heel to gesture towards the thick pubic hair masking Leo's stubby little penis. - Więc odważnie się zgłosiłam na ochotniczkę, by to zrobić, ale potrzebuję przedyskutować pewne rzeczy z tobą. Połóż się na kanapie, Leo. Jej rzeczowe rozkazy wywołały pożądany efekt. Przestraszony i upokorzony, położył się na kanapie z twarzą do góry, zastanawiając się co jeszcze dla niego przygotowała. Szperając w jej dużej torbie wyciągnęła swoją oręż, którego miała użyć podczas tego dochodzenia. Zrozumiał kiedy porcja kremu wylądowała na jego kroczu. Zamierzała go ogolić. Pomimo tego, że leżał spokojnie, bez ruchu, myśli Leo pędziły z prędkością 1000 kilometrów na godzinę. Powolnie drasnęła jego jądra brzytwą. Kontynuując napomknęła o narodowym zebraniu Kanclerzy na uniwersytetach. Było to bardzo prestiżowe wydarzenie.. Czy nie byłoby lepiej, gdyby to ona wzięła w nim udział, biorąc pod wagę jak on był obłożony pracą? Leo potulnie przystał na to, choć wewnętrznie czuł się zdruzgotany, że bez żadnego wysiłku ukradła mu jego opłaconą podróż. Dalej wspomniała jeszcze o podwyżce, której wcześniej jej odmówił... - Co? Nie! Nawet ja nie dostałem podwyżki. - Złość wzięła nad Leo górę. Ester pomimo jego nagłego wybuchu zachowała spokój. Chwyciła między kciuk i palec wskazujący jego penisa i przyłożyła do niego ostrze. - Zdaje sobie sprawę, ale gdybyś obniżył swoją sowitą pensję, znalazłoby się mnóstwo środków na moją podwyżkę. I może nawet Linnea'y. I wtedy nie byłoby już dysproporcji, prawda? Ester remained calm despite his sudden outburst. Taking his penis in her thumb and index finger she held the razor against it. "I realise that. But if you were to reduce your exuberant salary there would be plenty to increase mine. And maybe even Linnea's too. And then we'd have better parity wouldn't we?" Leo spojrzał na oschły wzrok Ester a następnie na jego biednego małego, w okolicy którego kręciła się brzytwa. Ze łzami połyskującymi w jego oczach, przystał na to. To były wszystkie żądania Ester. Przeszła teraz do ostrożnego a nawet czułego golenia jego penisa i jąder dopóki nie stały się gładki i golutkie. - Gotowe! Wiesz co, Leo? Bez tego buszu twój penis wygląda całkiem imponująco! - Na prawdę? - Powiedział z przejęciem, przyglądając się swojemu nowemu, gładkiemu wyglądowi. - HAHA, No co ty, idioto. Wygląda żałośnie, kompletnie żałośnie. - Zaśmiała się jego kosztem, rzucając sprzęt do golenia na biurko po czym wyszła. - Ester właśnie powiedziała, że moja i jej podwyżki zostały zaakceptowane. Czy może pan to potwierdzić. Oh.... - Leo wciąż zakładał swoją koszulkę, kiedy speszona Linnea weszła. - Przepraszam pana, czy w czymś przeszkodziłam? - Nie, nie, w porządku - powiedział starając się brzmieć naturalnie, kiedy zapinał guziki koszuli. - Ma pan rozpięty rozporek... - Linda spojrzała ku dołowi i szybko przeniosła wzrok w poprzednie miejsce. Dało się wyczuć w jej głosie nutkę rozbawienia, co przeraziło Leo do nieprzytomności. Zapiął rozporek swoich spodni, wmawiając sobie, że tylko mu się zdawało. - Goliłem tylko twarz, to wszystko. - Hmm... twarz, proszę pana? Chyba czegoś pan nie zauważył... Leo mógł tylko zaszlochać. Przyćmiło go przecież, co on sobie myślał. Linnea spojrzała na protekcjonalnie na sprzęt do golenia, a następnie na swojego szefa, potem wyszła. Leo mógł przysiąc, że słyszał jej chichot kiedy wróciła już do swojego biurka. --Środa-- Leo dziś nie poszedł do swojego biura. Wciąż starał się wymyślić jak wyjść z tej kłopotliwiej sytuacji z Linneą. Po obiedzie spróbował się zakraść do biura. Ona już oczywiście tam była, radośnie pałaszując jabłko przy swoim biurku. Z satysfakcją zauważył, że jej upinający sweterek na prawdę podkreślał jej spiczaste piersi. We włosach miała kwiat a jej spódniczka również miała kwieciste wzory. Było to zdecydowanie lepsze niż te jej nudne żakiety, pomyślał sobie. Leo did not go into his office that morning. He was still trying to think of a way out of the embarrassment with Linnea. It wasn't until after lunch that he skulked up to the office. She was already there of course. Happily munching on an apple at her desk. He noted with satisfaction the lovely tight knitwear sweater she had on that really accentuated her pointy breasts. She also had a flower in her hair and even a floral skirt. Certainly better than those boring pant suits of hers, he thought to himself. - O, cześć, Leo. Zastanawiałem się gdzie byłeś! - Odłożyła jabłko na stolik i poszła otworzyć mu drzwi do jego biura. Jej profesjonalne zachowanie i brak wspomnienia tego co stało się wczoraj ukoiło jego obawy. Osunął się na kanapę i kazał jej mówić. - Więc tak, są trzy wiadomości. Jedna od Pani Claudi Nyberg, matki Katriny, wiesz której? Zresztą nieważne. Claudia ma pomysł jak podnieść przychody. Kolejna wiadomość jest od trenera Karlssona, który prosi byś zadzwonił do niego - tutaj stał się nieco nerwowy - a i Tamika przynosi bardzo specyficzne instrukcje dla ciebie. Jego ulga trwała tylko chwilę. Tamika? Była znów tutaj? Rozmawiała z Linneą? To mogły być oznaczać kłopoty... - Długo tu była? - O tak! - Linnea radośnie odpowiedziała - Mieliśmy krótką pogawędkę, ona jest bardzo interesująca. Leo nie nie wyczuwał nic niestosownego w jej tonie czy zachowaniu. Mimo wszystko, Tamika raczej nie miała zamiaru wyjawić wszystkiego jego sekretarce, prawda? Wyciągnął się wygodnie na kanapie. - Tamika? Tak, ledwie sobie ją przypominam. Co dla mnie ma? - Coś do ubrania, proszę pana. - Mówiąc to, Linnea wyciągnęła z jej torebki małą, różową wstęgę i obwinęła sobie ją wokół palca. Dwuznacznie wydymała wargi a jej brwi podniosły się do góry w oczekiwaniu na odpowiedź Leo. Na krótką chwilę zapadła cisza. Leo próbował ogarnąć powagę problemu. Różową wstęgę ostatnio widział zawiązaną w kokardę i przytroczoną do członków nowo przyjętych mężczyzn do Towarzystwa. Zostało mu powiedziane, że Tamika wymagała od każdy nowy członek ją nosił. Ale przecież nie mogła o tym powiedzieć Linnea'i. Leo przełknął ślinę próbując się z tym pogodzić. Ta kobieta, która kiedyś nie zdawała sobie sprawy z jego uległości, teraz trzymała go w garści. Wyczuł, że jest pewna siebie. Zabawiła się ze wstęgą i pokazała mu kwaśną minę. Nie była już poddańczą sekretarką, lecz figlarną złośnicą. - Możemy zaczynać, proszę pana? Proszę zdjąć ubrania, jeśli łaska. Uderzył go jej profesjonalizm z jakim mówiła, jakby była pielęgniarką. Ona sama też była niezmieszana, kiedy zaczął się powoli rozbierać. Uśmiechnęła się do niego entuzjastycznie, uspokajając go na moment. Kiedy zatrzymał się na moment przy swojej bieliźnie, szybko przejęła inicjatywę. - Pan pozwoli. Dobry chłopczyk. - Uklęknęła, ściągając mu spodnie i powabnie łaskocząc jego kostki kiedy poinstruowała go by zdjął bieliznę. - O mój... Co za zamieszanie o tak małą rzecz! Leo bał się na nią spojrzeć kiedy tak zażartowała. Kpiła z niego, czy starała się pomóc? Gdyby spojrzał na dół, zobaczyłby szczerzącą się od ucha do ucha Linnea'ę, wpatrującą się w jego małego kutasa, próbując zmierzyć wzrokiem gdzie by się załapał na wykresie w dokumencie dotyczącym rozmiarów męskich przyrodzeń, który był w zaplombowanej szafce. Figlarnie odkręcając kokardę, spojrzała w gorę z niewinnym wzrokiem i zapytała: - Dotknę to, dobrze, proszę pana? Te piękne zielone oczy zwyciężyły go, kiedy wymamrotał zgodę. Odwrócił wzrok, starając się nie dopuścić do erekcji. Linnea ostrożnie chwyciła jego penisa i przeciągnęła go najpierw na jedną a potem na drugą stronę, sprawdzając pracę wykonaną przez Ester. Ścisnęła jego jądra, zdumiona jak duże i pełne się zdawały. Tego było za wiele dla Leo. Jego penis stanął na baczność, salutując przed jego ładną sekretarką. Zakryła usta dłonią i odwróciła wzrok, starając się stłumić śmiech. Leo poczuł się kompletnie upokorzony, lecz jednocześnie czuł się bezpiecznie kiedy tak delikatnie go dotykała. Lata ręcznego zadowalania się, a teraz atrakcyjna sekretarka bawiła się jego penisem. Zahamowanie zamieniało się w rządzę. To było dla niego fajne uczucie, móc tak stać nago przed nią. Może częściej będzie mu pozwalała chodzić nago w gabinecie. Dbając o niego tak jak teraz. - Przepraszam pana, jeśli zabolało! - Powiedziała, grymasząc się kiedy nie udało się jej zawiązać kokardy wokół jego muszkietera. Kiedy związała mocno oba końce, Leo ledwo co mógł wytrzymać z bólu. - O Boże, przepraszam pana, haha! - położyła dłoń na jego policzku, szybko odwiązując węzeł, jednocześnie pocierając jego fiuta z czułością w ramach przeprosin. Leo odwrócił wzrok. Wiedział, że jak spojrzy na dół raz jeszcze to eksploduje na tę piękną kobietę, która bawiła się jego zabawkami. Cofnął się, kiedy kontynuowała zabawę, próbując myśleć wszystkim innym, tylko nie o tej podniecającej sytuacji, w której się znalazł. - Gotowe. Czy nie wygląda uroczo? Skończyła. Leo spojrzał na dół, na różową kokardę owiniętą wokoło jego penisa. Uroczo? Nie chciał, żeby mówiono o jego penisie "uroczy". To nie było męskie. Wstając z kolan, Linnea wyciągnęła swój telefon. "Teraz mogę wysłać zdjęcia jako dowód, którego Tamika oczekuje. Dała mi swój numer, była bardzo poważna jak o tym wszystkim mówiła". Zanim Leo ją powstrzymał, usłyszał dźwięk migawki. Kilkanaście fotek zostało zrobionych, by uczcić jego od teraz oficjalnie uległy stan. Wzwód zaczął opadać, a Leo żałował, że nie trysnął na jej twarz. - Wspaniale, proszę pana. Wyślę teraz te zdjęcia do niej - powiedziała kierując się w stronę drzwi. - Zaraz, poczekaj. Skasujesz je natychmiast po wysłaniu ich Tamice! Prawda? Proszę. - Leo wymamrotał potulnie kilka słów ubolewania. Opuszczając pomieszczenie, Linnea wspomniała, że dzisiaj kończy wcześniej. Leo zdał sobie sprawę, że nie ma nawet kontroli nad swoją sekretarką. Doprowadzało go to do szału. Musiał się spuścić. Czy Katrina się downie, jeśli sobie bezczelnie zwali? Zadecydował, że wyśle do niej smsa. Odpisała 3 godziny później, że będzie zaszczycona mogąc go odwiedzić jutro. --Czwartek-- Nie było szans, żeby Leo się dziś na czymś skoncentrował. Wszelkie ważne zadania zlecał Ester, która cieszyła się mogąc przejąć od niego lejce. Minuty mijały kiedy leżał sobie na kanapie, aż w końcu o 16 ktoś zapukał do drzwi. Weszła do środka tryskając wylewnym uśmiechem. Leo'a raz jeszcze uderzył jej blask. Miała na sobie jedwabną bluzeczkę z wystarczającą liczbą odpiętych guzików, by Leo mógł podejrzeć jej fioletowy, koronkowy stanik. Jej rozkloszowana spódniczka była najkrótszą, jaką kiedykolwiek na niej widział. Nie potrafił uwierzyć, że taka młoda i przepiękna kobieta marnowała dla niego czas. Przytuliwszy go na powitanie, pocałowała go w policzek, szepcząc mu do ucha: "Tęskniłam". - Ale wszystko po kolei... - powiedziała asertywnie, siadając na kanapie. - Więc tak, Leo. Wiesz, że fundusze przekazywane do naszego Towarzystwa nie pokrywają wszystkich kosztów? To znaczy, że męska część Towarzystwa jest zmuszona opłacać dość spore składki. A ty jeszcze tego nie zrobiłeś... Leo głęboko przeprosił i powiedział, że z przyjemnością wypełni czek. - Tak więc kwota zwykle wynosi 200 euro. Ale jako, że nie jesteś studentem i zarabiasz dużo... pomyślałyśmy" 10 razy tyle. Leo ciężko przełknął ślinę. Tak, mógł sobie pozwolić na 2000. Było to warte całowania stóp Katriny. Wygramolił się do swojego biurka i pośpiesznie wypisał spory czek, osobiście dla niej. Zanim go zaniósł Katrinie, ta kazała mu się zatrzymać. Wskazała na podłogę a następnie na swoje zęby. Leo zrozumiał. Wsadził sobie czek pomiędzy swoje zęby i przypełzał do niej jak wierny pies do swoje pani. Była usatysfakcjonowana. Wzięła czek i wsadziła go sobie do torebki. - To oczywiście comiesięczna składka. Zamurowało go. 2000 co miesiąc. Będzie musiał naprawdę zacząć oszczędzać, ale prawdopodobnie da radę tyle uciułać. Katrina klepnęła kanapę zapraszając go by siadł jakby byli sobie równi. Kiedy to zrobił, gwałtownie przesunęła się tak, by ich ciała się dotykały. - Jestem z ciebie taka dumna, Leo. Wszystkie jesteśmy. Dobrze zachowujący się mężczyzna, tak jak ty, musi być nagrodzony. Doceniamy posłusznych chłopców. Bardzo przyjemna nagroda. - Bawiła się teraz swobodnie z jego jądrami. - Ojej, na prawdę są pełne. Biedaczysko. Pościłeś tak jak cię prosiłam. Wygląda na to, że pas cnoty nie będzie ostatecznie potrzebny. Chcesz teraz swoją nagrodę? Mówiąc to Katrina rozpięła swoją bluzkę i rzuciła ją na bok. Rozpięła spódniczkę i pozwoliła jej opaść, odsłaniając koronkowy pas do pończoch, koloru fioletowego. Leo wbił wzrok w ten delikatny kawałek materiału, który był wszystkim co oddzielało go od jej cipki. Wykręcił się by dotknąć jej pięknego tyłeczka, który uzupełniał się perfekcyjnie z pasem do pończoch. Ona, przejmując kontrolę, nakryła jego głowę między swoimi piersiami, na co Leo zareagował wdzięcznym ocieraniem nosa o jej koronkowy biustonosz, smakując jednocześnie zapach jej perfum. Rękę położył na jej nagiej nodze, troskliwie ściskając jej udo. Odważył się posunąć dalej, krótko dotykając jej wstawki, zanim ona szybko pochwyciła jego rękę, przenosząc ją z powrotem na jej udo. Drugą ręką desperacko próbował zdjąć jej stanik, by odkryć jej blade piersi, lecz znów figlarnie chwytając jego dłoń zakazała mu tego. Jej długie palce ekspercko wywołały u niego wzwód, po czym zaczęła delikatnie walić mu konia. Wyszeptała mu do ucha: "To jest siła cipki, Leo. Jeśli umiesz to pozwolę ci mnie pocałować. Delikatnie, tak jak całowałeś moje buciki. Chcesz tego, Leo? Ale tylko jeśli będziesz się zachowywać. Tylko jeśli będziesz posłuszny. Leo czuł się rozkosznie i nie zajęło mu to długo. Kilka pociągnięć dłoni Katriny i jego maluszek eksplodował z ekstazy. Krzyknął z rozkoszą: "Tak! Tak! Katrina, jestem cały twój. Cały. Wszystko należy do ciebie!". Jego ciało zadrgało z niewyobrażalnej rozkoszy, którą teraz czuł. Katrina trzymała go przy sobie przez kilka minut kiedy było już po wszystkim, więc słyszał jak między piersiami bij jej serce. Całując go w usta, wstała i założyła na siebie swoją bluzeczkę. Leo gapił się na nią tak aż jej sterczące piersi i koronkowy biustonosz znów się skryły. - Pamiętaj co mówiłam, kochanie. - Powiedziała czule ubierając się i zapinając jej spódniczkę. - Ty i ja możemy mieć wiele przyjemnych chwil razem, ale tylko wtedy jeśli będziesz zachowywał wstrzemięźliwość, dopóki ja nie zadecyduję inaczej. Jakakolwiek oznaka, że sobie zwaliłeś będzie oznaczać, że uwiężę cię w stalowej klatce na kutasa a klucz dam Harriet. Powodzenia jeśli będziesz chciał go od niej dostać. Zrozumiano, kochanie? Leo nie odważyłby się zaryzykować utraty rozkoszy jaką Katrina mu dawała. To było warte czekania. Nie potrafił uwierzyć, że widział ją rozebraną do bielizny. Pochyliwszy się pocałowała go ponownie. To był długi pocałunek z języczkiem. - Nie zapomnij, jutro jest spotkanie Stowarzyszenia. Jak tak na nią spoglądał z tęsknotą, obróciła się tuż przed odejściem i powiedziała: - Wiedziałeś o tym, że nie mam jeszcze chłopaka? Uśmiechnęła się i pozostawiła go, dając mu całą noc na odkodowanie tego zalotnego pożegnania. Miał być jej chłopakiem? Na pewno nie. Cokolwiek miała dla niego przygotowane, od teraz, jego uwodzicielka, Katrina, miała go pod kontrolą. Wszystko podlegało jej rządom KONIEC |