| Henrietta Pitters |
| Cz 2 (beda 3 lub 4) Gdzies w glebi umyslu wiedzia doskonale, ze taka okazja moze sie nie powtorzyc. Byc moze juz nigdy nie bedzie mial dostepu do prywatnej komnaty profesorki. Katem oka widzial sciane zapelniona ksiazkami, lustro, ktore nie ukazywalo odbicia, tylko inny swiat, znajdujacy sie za niebiesko - biala mgla. Wypchane zwierzeta o oczach tak zywych, iz wydawaloby sie, ze obserwuja kazdy krok tego jeszcze nie mezczyzny, a juz przeciez nie chlopca. Jednak w tym momencie wszystkie jego zmysly skupily sie na obecnej tu kobiecie. Powietrze przesycone bylo zapachem starego papieru, mieszanki ziol oraz perfum profesorki. I czyms jeszcze. Nie przypominalo to zadnego znanego mu dotad zapachu, ale w zakamarkach umyslu definiowal ten zapach jako iscie pierwotny zapach kobiety. I erotyki. Specyficzny zapach. Ciezki. Slyszal w jej glosie najpierw namietnosc, pozniej - gdy go dostrzegla - momemt zawachania. I pokuse. A gdy stal jak slup soli - rowniez wladczosc. I wlasnie dzieki temu wladczemu tonowi poslusznie zmierzal ku swojej zagladzie nie mogac oderwac wzroku od jej malych, kuszacych piersi. Stanal kilka krokow od niej, ale ona gestem zachecila by podszedl blizej. Gdy wachal sie, szepnela kuszaco. - Blizej, Harry. Jeszcze blizej. Zatrzymala go dopiero gdy z latwoscia mogla zblzyc usta do jego ucha - Harry Potter. Pogromca Voldermorta. Ulubieniec Hogwartu - szeptala, bedac wielce zadowolona z zaistnialej sytuacji. Tak dawno nie miala okazji do zabawy. Snape czasem ja zaspokajal, ale mial rownie wladczy charakter jak ona sama. Pieprzyli sie dziko, walczac o pozycje dominujaca. Czasem bawili sie niczym arystokraci, a czasem ruchali niczym zwierzeta w rui. Wiele razy fantazjowala o swoich uczniach. O jakze przyjemnie byloby zabawic sie z mlodym Malfoyem. Lub ta mala Grangers. Ale zeby az sam Potter? Taka okazja nie powtorzy sie nigdy wiecej. Chlopak jest wystraszony, boi sie kary. Bedzie siedzial cicho jak mysz pod miotla. Musi tylko to dobrze rozegrac. Widziala wypuklosc w jego spodniach i miala straszna ochote nadziac sie na tego mlodego kutasa. - Czy pan Potter wie, ze do tej czesci szkoly nie wolno zapuszczac sie uczniom - szepnela, a jej dlon powedrowala do jego policzka. Poglaskala go od niechcenia, a nastepnie solidnie spoliczkowala -Na kolana Potter! - krzyknela. Harry byl tak zszokowany, ze praktycznie bezwiednie upadl przed profesorka niczym prosty chlop, ktory doznal naglego objawienia Policzek piekl go zywym ogniem, ale jednoczenie to pulsowanie bylo.... przyjemne? Czy to wlasnie ono bylo przyczyna, iz jego penis stal sie niemilosiernie twardy? Nigdy nie doprowadzil sie do takiego stanu. Czasem jego kutas unosil leb na widok zarysu sutek Ginni rysujacych sie pod koszulka (biedna mala Ginny, nie nosila jeszcze staniczka a jej slodkie suteczki cudownie odbijaly sie pod cienkimi koszulkami), czasami w nocy budzil sie wstrzasany spazmem, z biala mazia na brzuchy. Ale nigdy nie czul, by jego penis byl az tak twardy. A jednoczesnie tak wrazliwy niczym laska dynamitu, ktora znajduje sie zbyt blisko ognia. To ona byla pochodnia, od ktorej mogl sie zapalic. I eksplodowac. Boze! Nie moze do tego dopuscic! Spalilby sie ze wstydu, gdyby jego penis zaczal zyc swoim zyciem przy profesorce. Ale czyz wlasnie tego nie robil? Harry powtarzal sobie w duchu, by nie patrzec na nia. Zamiast tego wlepial wzrok w czubki jej butow zastanawiajac sie, jakie bylyby w smaku. Odrzucil ta mysl - przeciez to niemoralne... zle.. obrzydliwe..... fascynujace! Minerwa zadowolona patrzyla z gory na czarna czupryne chlopaka. Nie spodziewala sie, ze bedzie tak czadujaco grzeczny. Kto by pomyslal! Waleczny Potter w roli uleglego chlopczyka! Kobieta miala nadzieje, ze instynkt jej nie myli i ze bedzie w stanie zaznac przyjemnosci z tym mlodzieniasziem. - Zostan na miejscu - przykazala, a sama udala sie w kierunku drewnianej, masywnej komody. Otworzyla szuflade zastanawiajac sie, czym moglaby uraczyc pana Pottera. Jej dlon slizgala sie po klamerkach, uprzezy na jadra. Ominela czarny sznur i pejcz zatrzymujac sie na szpictrucie. Zerknela w strone chlopca - w dalszym Ciagu nieruchomo kleczal w tej pozycji, w jakiej go zostawila. Usmiechnela sie nieznacznie, zadowolona. Harry kleczal, ale nie tylko dlatego, ze profesorka mu tak nakazala. Bal sie okropnie, ze gdy wstanie, jego wzwod bedzie zbyt widoczny. A ona go wysmieje lub co gorsza zbeszta za brak powsciagliwosci i niewlasciwe zachowanie. Ale czego do cholery sie spodziewa! Pierwszy raz widzial kobiete w tak skapym stroju. Byl po prostu facetem, taki widok podzialal by przeciez na kazdego! Slyszal jej kroki. Stuk, stuk.... rytmiczny stukot wydawany przez wysokie obcasy stawal sie coraz bardziej glosny. Zblizal sie. Bardziej wyczul, niz zobaczyl, iz stoi nad nim. Na karku poczul zimny dotyk. Minewra gladzila go skorzanym koncem szpicruty po karku, plecach. Na ramionach wystapila mu gesia skorka. Jego cialem wstrzasna dreszcz, gdy profesorka przesunale narzedzie wzdluz karku, za uchem. Przeciagnela powoli po szyji by zatrzymac sie pod broda. Wbila mocniej koncowke szpicruty i uniosla, by zmusic Pottera do spojrzenia w gore. Harry poslusznie podniosl glowe, ale odwrocil wzrok. Nie mogl zniesc jej spojrzenia - wygladala niczym wyrafinowana kotka, ktora dorwa sie do najslodszej smietanki. -patrz na mnie Potter! - zarzadala tonem nie znoszacym sprzeciwu. Harry niesmialo zwrocil ku niej twarz. Wyczytala z niej lek. Lek, ktory mial wiele poziomow - od leku ucznia przylapanego na czyms nielegalnym do trwogi, ktora bierze sie z wyobrazenia tego, co kobieta majaca wladze nad mezczyzna moze z nim zrobic. Albo czego z nim nie zrobi, chociaz wie, jak bardzo mezczyzna tego pragnie. Patrzac mu prosto w oczy gladzila szpicruta jego policzki, skronie. Bal sie, ze uderzy go tym narzedziem a obawa przed bolem sprawiala, iz kilka kropel spermy pojawilo sie na czubku jego nabrzmialego penisa. Nie zrobila tego. W zamian rozkazala mu rozchylic wargi, a gdy to uczynil, wlozyla mu czubek szpicruty do ust. -Ssij - poprosila miekko. Czy ona zwiariowala? Nauczycielka? Kaze mu ssac szpicrute? Patrzyl na nia z niedowierzaniem, ale wystarczylo by uniosla brwi, jakby chciala zapytac - na co czekasz szczeniaku? - by zaczal ssac. Najpierw powoli, ale smak skory spodobal mu sie tak bardzo, ze z luboscia moczyl koncowke w swojej slinie, by nastepnie ja wyssac razem z aromatem materialu. Minewra byla bardzo zadowolona. - Grzeczny chlopczyk - pochwalila, a nastepnie przykazala - chce, abys teraz pozostal w takiej pozycji i patrzyl na mnie. Nie wolno ci odwrocic wzroku. Nie wolno ci sie odezwac ani ruszyc. To mowiac usadowila sie z powrotem na swoim lozku i rozlozyla szeroko nogi. Harry z trudem stlumil jekniecie. Widzial teraz dokladnie jej cipke - male rozowe wargi skryte miedzy ciemnymi wlosami blyszczaly kuszaco mokre od jej podniecenia. Mial nieprzeparta ochote, by je rozchylic, sprawdzic, jak smakuje, zanurzyc w niej palce i bolesnie nabrzmialgo kutasa. Wiedzial jednak, iz bylaby bardzo niezadowolona. Przelkna wiec sline i staral sie zapanowac nad przyspieszonym oddechem, gdy jej palce z krotkimi, zadbanymi paznokciami odnalazly droge do wnetrza czyniac to, na co on mial wlasnie ochote. Gdy rozchylila wilgotne platki, jego oczom ukazal sie cudny widok. Nie dane jednak bylo mu sie nim cieszyc dlugo, gdyz oto druga reka zmierzala ku cipce trzymajac duzego fallusa i kontynulujac przerwana czynnosc. Widzial, jak ciemny przedmiot pojawia sie i znika w jej pieknej cipeczce. Juz nie bylo mu zimna. Z chcecia sciagnalby sweter, rozebral sie do naga i zanurzyl w jej miekkiej kobiecosci. Rznal by ja swoim dziewiczym kutasem napawajac sie cieplem kobiecego ciala. Wystarczyla chwila, by jego bokserki staly sie mokre a z gardla wydobyl chrapliwy jek. Minewra przerwala zabawe. -nie posluchales mnie - stwierdzila, a nastepnie przykazala - wstan! On jednak byl zbyt slaby, przerazony swoim pierwszym swiadomym orgazmem. Dyszal ciezko probujac zatrzymac ta karuzele, ktora krecila sie w jego glowie. Mocny policzek przywrocil go do rzeczywistosci na tyle, ze byl w stanie wykonac polecenie. - rozbierz sie! - nakazala Minewra. Harry sciagnal sweter i koszule. |