troche marudzenia
Nie do końca zgodzę się ze stwierdzeniem, że dominacji nie można się nauczyć. Z jednej strony bawi mnie określenie "doświadczony pan" (choć niedoświadczony uległa bądź pan bądź pani bądź ulegly mają już drobny sens). Człowiek ma pewne predyspozycje do określonych zachowań. Ja przez prawie trzy lata byłam kierownikiem oddziału średniej wielkości firmy. I powiem szczerze - dawałam sobie radę, czasem potrafiłam tupiąc (ale ogół je starałam się jakoś szefować po dobroci). Dlaczego? Bo po prostu musiałam. Ale okropnie mnie to stanowisko męczyło (żeby było śmiesznie,, wcale o nie nie zabiegałam). Załogę miałam raczej męska, współpracowałam z trzema dużymi instytucjami/firmami, gdzie przeważnie miałam do czynienia z facetami. I 90% tych facetów trzymałam pod pantoflem. Ale tak jak mówię, było to z mojej strony wymuszone. Bo wiedziałam, że gdy popuszczę to wejdą mi na głowę i nic nie ugram. Z resztą już kiedyś pisałam, że większość facetów jak zobaczy kawałek uda zjedzą z ręki. Ps odbiegam od tematu - wcale dominującą nie jestem, wolę zatracić się w mężczyźnie, dawać mu siebie, być dla niego. I pewnie - mogłabym go zdominować (tzn nie Rumcajsa oczywiście), ale nie miałabym z tego satysfakcji. Byłoby to wymuszone. Nieszczere. Nieprawdziwe.

Natomiast co do uczuć. Nie wiem, jaka jest średnia wieku kobiet wychodzących w Polsce za mąż. Obstawiam, że większość 25latek jest już zamężna (poprawcie mnie). I uważam, że przynajmniej 70% z nich marzy o domu, dzieciach, partnerstwie, równouprawnieniu, oddaniu. Są oczywiście kobiety, które bardzo wcześnie doszły do wniosku, że związek w klimacie BDSM to coś dla nich (pomijam zauroczenie Greyem, bo takie małżeństwo szybko skończy się rozwodem- w sumie jak inaczej niż rozwodem można zakończyć małżeństwo). Jest to temat trudny. Bo też każdy związek w klimacie jest inny. Ma inne natężenie dominacji i uległości. Uważam, że 24/7 się nie sprawdza. W sensie uległa strona zawsze i we wszystkim podporządkowana jest dominującej. Oczywiście, mieszkamy razem, zakładamy rodzinę. Ale uległa też ma swoje zdanie, Niue musi prosić Doma o zgody na wyjścia na zakupy, z koleżankami. Może zaproponować kierunek wyjazdu. Ale odbiegam od tematu.
Do czego dążę? Jest to oczywiście moja opinia i chętnie poczytam jak inni forumowicze widza te uczucia. I podaj swój przykład - za mąż wyszłam jako młoda gąska. Bo dziecko w drodze, bo tak trzeba. Nie żałuję. Choć teraz, po tylu latach małżeństwa brakuje mi tej iskry w oczach męża. Czasami chce by właśnie troszkę zdominował, ale znamy się już na tyle, że w jego wydaniu jest to mało przekonywujące. Dlatego zaczęłam szukać czegoś innego. I to nie jest tak, że od razu pojawia się wielkie uczucie i uległa darzy Doma bezgranicznym uwielbieniem czy też nawet miłością. Pewne sprawy muszą dojrzeć. Jestem zdania, że przy pierwszym spotkaniu musi być jakaś iskra, odorobina chemii, tajemniczości. Przy drugim można coś więcej powiedzieć o fizyczności. A uczucia klarują się po drodze. Ciężko mi w tej chwili określić , czy BDSM jest 'bardziej prawdziwe' gdy jest pomiędzy domek a uległa miłość. Może. I pewnie tak jest, bo ona jest mu może bardziej oddana. Ale to nie znaczy, że pozostałe relacje to urozmaicone dupczenie. Każda jest indywidualna. Pomijam tylko te Karyny i Sebki


  PRZEJDŹ NA FORUM