| troche marudzenia |
| Kiedyś zerwałam młodzieńczy związek po liście od lubego zaczynającego się słowami: "Kupie sobie motur jak mi mama da." Dalszy ciąg był równie uroczy ,) Każdemu zdarzają się błędy, nikt nie jest doskonały. Ale istnieje pewna granica wytrzymałości @Wiśnio co do nazewnicwa przyznam Ci racje. Bo o ile z uległością można jeszcze wybrnąć przy użyciu okreslenia "ulegajaca", o tyle w dominacji nie ma takiej możliwości. Ot dyskryminacja językowa Co do decyzji o kształcie sesji to już umowa między uczestniczącymi w niej osobami. Bo to też różnie bywa w zależności od potrzeb i upodobań. Dla niektórych dominacją jest całkowite przekazanie władzy nad tym, co się będie działo, inni wolą bardziej partnerskie podejście, jeszcze inni chcieliby przekazać dokładny scenariusz tego, co chcieliby uzyskać... Tak jak już wcześniej pisałam - to kwestia porozumienia w relacji. Oglądałam niedawno rewelacyjny film "Reguły pożądania", z ciekawym ujęciem ról strony dominującej i ulegającej. Nie chcę odbierać przyjemności ogądania, jeśli ktoś bedzie miał ochotę zobaczyć, dlatego publicznie nie podzielę się moimi przemyśleniami. Film traktuje o związku 2 kobiet. Osobiście poecam. A gdyby ktoś chciał poznać moje przemyślenia możemy porozmawiać na priv. |