Lubię ślady po chłoście. Nie takie na całe życie, ale jeśli utrzymują się kilka dni, to ich odczuwanie sprawia mi dodatkową przyjemność. Podobnie z ugryzieniami. I właściwie drugorzędny staje się wybór narzędzia, którym może być wszystko. Znaczenie ma cała atmosfera, budowanie napięcia, gładzenie obolałego miejsca dłonią, członkiem, ustami... Zawiązane oczy, deprywacja sensoryczna - nie tylko zatyczki do uszu, ale np. szeleszcząca reklamówka, która odcina od wszystkiego - dźwięków, zapachów, obrazów. Lubimy zabawy na świeżym powietrzu, więc często posługujemy się tym, czym nas las obdarzy. To nie jest kwestia bólu czy jego zadawania, ale nieskrępowanej wyobraźni Właściwie najrzadziej używamy przedmiotów stworzonych z myślą o zadawaniu bólu lub z nim kojarzonych. Z nich mam spory sentyment do pasów. Taki wyciągnięty ze szlufek, jeszcze ciepły, pachnący Panem... Mmmm. To zdecydowanie mój fetysz. I może służyć nie tylko do uderzeń, choć i uderzenia można urozmaicać używając go jak bicza, uderzejac licem, albo tą bardziej szorstką stroną, klamrą, wąską krawędzią... |