| Lody czekoladowe z bitą śmietaną femdom, fetysz |
| A niech to. Nie zauważyłem, że edytor na portalu odciął sporą część tekstu. Naprawiam to niedopatrzenie i wklejam "część drugą". Dzięki za zwrócenie uwagi. Gospodyni zdołała wreszcie zareagować. Oczywiście, nie zamierzała brudzić sobie rąk niewolniczą spermą, ale użycie lodu nie było tak naprawdę konieczne, skoro niedawno wszyscy oddali nasienie. Chciała jednak w jakiś sposób ukarać tego całego Rafena, a chłodzący wino lód miała akurat pod ręką. Ukarać teraz, natychmiast, bez żadnej zwłoki. I pokazać tej całej Tarze, kto naprawdę jest jego panią i boginią. Jest i pozostanie już na zawsze. Do kogo chłopak należy, tak jak wypada, od czubka języka, po czubek fiuta. Z nałożeniem pasów cnoty dwóm pozostałym durniom uporała się szybko, lodu użyła tylko pro forma, obręcze zacisnęła skutecznie, ale z umiarem. Genitalia Rafena potraktowała ze zdecydowanie większą uwagą. Obmacała je starannie, podrażniła dłonią w zawsze budzący odzew sposób. I odzew nastąpił, penis zaczął się podnosić. Doskonale, niech ta dziwka Tara to zobaczy, zobaczy, kto jest tutaj prawdziwą panią! Ponieważ Chłystek Rafen zareagował, użycie lodu okazało się konieczne. Chciałaby spoglądać mu w tej chwili w oczy, ale zgodnie z prawidłami wpatrywał się w czubki jej butów, a ona nie mogła przecież nakazać mu uniesienia głowy. Nie szkodzi, i tak potrafi rozpoznać jego reakcje. Nabrała lodu i z delikatną pieszczotą przycisnęła do przyrodzenia chłopaka. Przyciskała długo, starannie, przeciągając tę chwilę. Usłyszała, jak przyspieszył oddech niewolnego. Tak... odrobina życzliwości. A potem powrót do bezlitosnej surowości. Tak działało to wszystko najlepiej, należało tylko odpowiednio dobierać proporcje. Pierścienie nałożyła w sposób zdecydowany, zacisnęła bardzo mocno. Drgnął i niemal jęknął z bólu. Zdawała sobie doskonale sprawę z tego, że chłopak nie może nosić zbyt długo równie silnie zaciśniętego pasa cnoty bez szkody dla zdrowia. Ale, nie zamierzała przecież tak go zostawić, o nie. Tyle, że on o tym nie wiedział i to było w tym wszystkim najpiękniejsze. To oraz fakt, że nie miał możliwości w żaden sposób sprzeciwić się czy błagać o litość, choćby spojrzeniem. - Rozkuć ich i niech wracają do pracy – zadysponowała, wsuwając kluczyk za dekolt złocistej sukienki. Podczas gdy Tom zajął się wykonaniem rozkazu, dorzuciła kolejny. - Na wieczornym apelu po dziesięć batów dla każdego. - Czy któryś z nich w czymś ci uchybił, Rhianno? Doskonale, Tara jednak nie wytrzymała. - To tylko dla ich dobra. Po pierwsze, dostąpili dzisiaj zaszczytu służenia przy naszych osobach. Aby dobrze to zapamiętali, taka łaska powinna kojarzyć się w ich nędznych umysłach z odrobiną bólu. A po drugie, może po tej chłoście zazdrośni towarzysze z baraków nie uduszą ich już tej nocy. - Roześmiała się. - W takim razie, proponuję po dwadzieścia batów, Rhianno. Oczywiście, o ile mogę dysponować twoimi niewolnikami. - Jesteś tutaj gościem, Naomi. Masz prawo korzystać z moich niewolników w każdy sposób, jaki ci się spodoba. - „No, może akurat dzisiaj nie w każdy, ale postaram ci się to wynagrodzić.” - Pomyślała pani Rhianna. - Niech więc będzie po trzydzieści batów, po dziesięć od każdej z nas. Co wy na to, moje panie? Przecież śmietana do lodów powinna zostać właściwie ubita – dodała z humorem. - Doskonały pomysł, może nawet sama wybiorę się na plac. - Uśmiechnęła się pani Naomi. - A więc, postanowione. Skoro skończyłyśmy już deser, pora zająć się innymi rozrywkami, jak słusznie zauważyła Tara. Proponuję przejść nad basen, robi się coraz cieplej i z przyjemnością pozbędę się stroju jeździeckiego - Chętnie, Rhianno. - A ty, Taro, moja droga? - Wybacz Rhianno, ale czuję się odrobinę zmęczona i odpocznę może od upału w moich apartamentach. Ty też wybacz, Naomi. - Oczywiście, moja droga. Każę przysłać schłodzone wino i owoce. - To nie będzie konieczne. - Tak czy inaczej, służba poda co trzeba. - W niedwuznaczny sposób skinęła dłonią Tomowi. - Spotkamy się na podwieczorku, mam nadzieję? - Tak, do zobaczenia. A teraz wybaczcie obydwie. Tara zniknęła w drzwiach do rezydencji, otworzonych przed nią przez pochylonego w ukłonie niewolnego. - Jak wiesz, Naomi, basen znajduje się po drugiej stronie ogrodów. Mam wezwać lektyki, czy wolisz się przejść? - Przespacerujmy się, odrobina ruchu dobrze nam zrobi po tej uczcie. - Każę sprowadzić masażystów. - O, to świetny pomysł, moja droga. Ścieżkę wiodącą w stronę basenu wyłożono kamiennymi płytkami, podobnie jak wszystkie inne w ogrodach. Dzięki temu obydwie panie istotnie nie musiały korzystać z lektyki i podążyły do celu pieszo, niespiesznie stukając obcasami. W trakcie spaceru prowadziły jeszcze błahą konwersację, wymieniając uwagi na temat kwiatów i roślin. Gdy jednak rozsiadły się w swoich lożach, gdy oczekujący słudzy pomogli im zdjąć wysokie buty (pani Rhianna pozbyła się ich z pewną ulgą, robiło się naprawdę gorąco i dostosowywanie się do założeń uwarunkowania okazywało się coraz trudniejsze, na szczęście, przebywając we własnej posiadłości nie musiała traktować każdej niemal okazji jako wystąpienia oficjalnego i męczyć się niczym zmuszona do tego Żywy Obraz Bogini), ochłodziły się w basenie i popijając wino oddały się w ręce niewolnych masażystów, rozmowa w naturalny sposób zamarła. Pani Rhianna przyjęła to z ulgą. Obowiązki gospodyni nakazywały podtrzymywanie uprzejmej wymiany zdań, a ona wolała zastanowić się nad wydarzeniami dzisiejszego przedpołudnia. Ta suka Tara próbowała z nią rywalizować i dostała po łapach. Zapewne nie zostaną już prawdziwymi przyjaciółkami. Trochę szkoda, bo pochodziła ze znakomitej, wpływowej rodziny, której poparcie przydałoby się w rozgrywkach na dworze. Ale nie szkodzi, jej krewne doskonale wiedzą, że sojusz z frakcją Rhianny tak czy inaczej leży w ich interesie, niezależnie od kaprysów młodej, niezrównoważonej dziewczyny. Tym bardziej, że zachowanie Tary ledwie dawało się uznać za dopuszczalne i zgodne z dobrym tonem. Już to, że w obecności innych dam, w tym samej właścicielki, zapytała niewolnika, cudzego niewolnika, o imię, stanowiło co najmniej nietakt. Pytać można o imię konia, sokoła czy myśliwskiego psa, ale nie nędznego, białego niewolnego! A ona jeszcze podziękowała mu za służbę! Niewyobrażalne! Następnie omal nie zaprotestowała przeciwko rozkazowi wychłostania tego Rafena. Czy ta idiotka naprawdę się zadurzyła? Czy posunie się do złożenia propozycji kupna? Aż tak nisko chyba nie upadnie? Chociaż zachowywała się w sposób tak nieodpowiedzialny, że niczego nie można wykluczyć. Pani Rhianna przesunęła się nieco, gestem nakazując niewolnemu, by zajął się jej lewą stopą. Z satysfakcją odmówi, oczywiście, pod jakimkolwiek pretekstem. Rodzina Tary jest bogata, ale i jej niczego, dzięki Bogini oraz kryształom, nie brakuje. Pieniędzy i tak ma aż nadto. A Rafena nie odda, o nie. W normalnych warunkach stanowiłby dodatek do szkatułki z kluczykiem, oczekujący po kolacji w apartamentach Tary. Gdyby ta dała jakikolwiek znak, że tego właśnie sobie życzy. Ale nie teraz, gdy dała takich znaków aż nadto. Teraz to żadna z nich kluczyka nie dostanie, Naomi niestety również, bo pominięcie tej uwielbiającej biel dziwki Tary stałoby się wówczas poważnym despektem. Trzeba jednak coś wymyślić, zasady gościnności mają swoje wymogi. Niespodziewanie pomogła jej sama pani Naomi. - Posiadasz znakomicie wyszkolonych masażystów, droga Rhianno. Przyznaję to uczciwie i z zazdrością. - Niewolny zajmował się w obecnej chwili jej karkiem, plecami i kręgosłupem, zniżając się coraz bardziej ku pośladkom. - Cieszy mnie twoje uznanie, Naomi. - Skoro już zażyłyśmy kąpieli, czy miałabyś coś przeciwko, gdybym zapragnęła skorzystać z dalszego masażu w zaciszu moich apartamentów? - Oczywiście, że nie. Każę podać wino i owoce. - Nie, nie chciałabym, aby mi przeszkadzano. - Ach tak. Przyślę więc twojego masażystę z tacą. Powiedzmy, za dziesięć minut? - Dziękuję ci, moja droga. - Pani Naomi uśmiechnęła się z wdzięcznością i powstała z loży. - A więc, do zobaczenia przy podwieczorku. - Oddaliła się, tym razem stąpając boso po trawie i omijając rozpalone słońcem kamienie. - Podejdź tutaj. – Pani Rhianna rzuciła rozkaz masażyście przyjaciółki. - Słyszałeś, jakie są życzenia szlachetnej pani. Wypełnisz je najlepiej, jak potrafisz, cokolwiek rozkaże. - Mówiąc to wydobyła kluczyk i zdjęła obręcze. Później... Później ona sama powie, kiedy masz zgłosić się po swoje pierścienie. - Dziękuję, Najszlachetniejsza Pani. - Ruszaj już i nie zapomnij o winie. Skinęła dłonią na własnego masażystę, który podjął pracę nad stopą swojej pani. Nie musiała spoglądać w jego twarz, by dostrzec wyraz zawiści. Oto, koledze poszczęściło się, gdyby tylko inaczej podzielili się obowiązkami... Pozwoliła mu dokończyć masowanie mięśni podudzi, zanim obróciła się i uniosła na leżance. - Podejdź i ty. Gdy posłusznie usłuchał wezwania, zdjęła obręcze również i jemu. - Przed kolacją zgłosisz się do Toma. Powiedz, że poleciłam przygotować cię dla pani Tary i dostarczyć do jej apartamentów. Masz tam czekać w gotowości po wieczornym apelu. Potem ty także spełnisz jej rozkazy, czegokolwiek sobie zażyczy. Może wyrzuci cię po prostu za drzwi, może wychłoszcze, a może skorzysta z twoich usług. Nie mam pojęcia, to jej wola. A teraz... Kiedy miałeś ostatni raz okazję sobie ulżyć? - Dwa tygodnie temu, Najszlachetniejsza Pani. - Pozwalam ci trysnąć ocierając się o moją stopę. Nie chcę, żebyś teraz uwolniony, spuścił się gdzieś w kącie i potem usługiwał w nieodpowiedni sposób. Gdy skończysz, wymasuj mnie w tym miejscu jak najdokładniej. - Dziękuję, Najszlachetniejsza Pani. Nie zwracała już na poczynania niewolnego większej uwagi. Przynajmniej sprawa obowiązków gospodyni załatwiona. Ten tutaj będzie czekał na Tarę w jej sypialni, gdy ona wróci po asystowaniu chłoście Rafena. Będzie czekał nagi, na kolanach, ze skutymi na plecach dłońmi i kluczykiem od kajdanek zawieszonym na szyi. Prezent od pani domu. A że niekoniecznie taki, jakiego ta dziwka by pragnęła, to już trudno. Ciekawe, czy zrozumie aluzję z tym kluczykiem? Jej samej i okazywanej gościnności nie da się przy tym niczego zarzucić. Poczuła jednak, gdy niewolny trysnął. Och, jeszcze jeden smaczek. Jeżeli ta suka rzeczywiście skorzysta z usług przysłanego jej ogiera, to pani Rhianna odczuje dodatkową satysfakcję z tego, że poprzednim razem spuścił się na jej własną stopę, a dopiero potem służył rywalce. Niewolnik powrócił do masażu, z mniejszą, niestety, gorliwością. No tak, jak mogła zapomnieć, że gdy pozwolić im na wytrysk, natychmiast tracą zapał do pracy. Trudno, jej własne niedopatrzenie. Może wezwać innego? Nie, szkoda, fatygi. W końcu i tak ma ważniejsze sprawy na głowie, niż jakiś tam masaż. Trzeba pokazać tej całej Tarze, gdzie jej miejsce i czym kończy się próba rywalizacji z panią Rhianną. Podjęła już pierwsze kroki. Postanowiła również, że nakłoni obydwie przyjaciółki do asystowania przy wymierzaniu wieczornej chłosty. Naomi nie będzie miała nic przeciwko, odpowiednio poprowadzona rozmowa sprawi, że Tara też nie znajdzie pretekstu, by odmówić. A potem to już proste, zaproponuje, by wysmagały niewolnych osobiście. Ostatnia forma nagrody. Każda z nich po dziesięć uderzeń dla Rafena i pozostałych. Oczywiście, tamci dwaj nie mają żadnego znaczenia. Liczy się tylko Chłystek. Liczy się tylko Rafen. Ciekawe, co z tego wyniknie? Poczuła przypływ ciekawości i podniecenia, prawdziwej ciekawości i prawdziwego podniecenia, silniejszy, niż jakikolwiek doświadczony od lat. Wreszcie coś naprawdę dzisiaj poczuła! Po raz pierwszy w chwili, gdy zapragnęła upokorzyć Rafena na oczach Tary i nie znalazła sposobu, by to uczynić. Właściwie, jak to się stało, że do tej pory chłopak umknął jej uwadze? Przecież zawsze miała słabość do białych niewolnych. Prawda, posiada ich wielu, ale on się jednak wyróżnia. Przymknęła oczy i przywołała w myślach twarz oraz sylwetkę Chłystka. Niczego sobie, chociaż to nie ten powód. Takich jak on, można znaleźć wielu, silnych, przystojnych, opalonych... Chodzi o coś innego. O tę jego niewinność. O to, że nadal oczekuje od życia miłości! Tak, miłości! Będąc niewolnikiem, oczekuje miłości od spotkanej na swojej drodze pani i bogini! Urocze. Wyjątkowe. Intrygujące. Ciekawe, w jaki sposób chce na tę miłość zasłużyć, w jaki sposób okazać własną? To byłoby zupełnie nowe doświadczenie, prawdziwa miłość ze strony niewolnego. Miłość, a nie czyste pożądanie, wzbudzane ograniczaniem prawa do orgazmu, strachem i fetyszystycznym uwarunkowaniem. Miłość, o której młode i niedoświadczone, szlachetne urodzone panie z Królestwa Bogini na Ziemi czytują tylko ukradkiem w starożytnych romansach albo oglądają w równie starodawnych, zakazanych filmach. Uczucie dawno już wymarłe i wyklęte. Może warto tego doświadczenia spróbować? To mogłoby okazać się czymś zupełnie nowym, odświeżającym. Tara w jakiś sposób to wyczuła i dotknęła właściwej struny. Na szczęście, nie ma możliwości, by jej samej, Rhiannie, sprzątnąć taką okazję sprzed nosa. Tak, to ona osobiście zajmie się Rafenem. Oczywiście, to nie przyjdzie równie łatwo, jak granie na rzekomych uczuciach uwarunkowanych fetyszystycznie niewolników. Ten uroczy głupiec zapewne zdążył się już w Tarze zadurzyć. Ale ona postara się, by zmienił obiekt swoich uczuć. Z pewnością to potrafi, nawet, jeżeli będzie to wymagało okazania więcej niż zdawkowej życzliwości. O dziwo, myśl ta nie wydała jej się wcale przykrą. W najgorszym razie wszystko to dostarczy rozrywki, w najlepszym zapełni może pustkę, lepiej niż potrafią to uczynić polowania, rozgrywki na dworze czy hodowla i warunkowanie wszystkich niewolnych razem wziętych. Tego tutaj ona sama spróbuje zniewolić w inny sposób, może nawet zrezygnuje w tym celu z odrobiny własnej władzy i swobody. Wszystko, by odegnać nudę, zapełnić w jakiś sposób tę potworną pustkę, którą odczuwa od dawna, ale której istnienie i właściwą istotę uświadomiła sobie tak naprawdę dopiero dzisiaj. Może powinna nawet podziękować Tarze za to, że dała jej po temu okazję? Za to, że ofiarowała jej Rafena? To byłaby już przesada, myśl o rywalce nadal wzbudzała emocje. I dobrze, tak nawet lepiej. Właśnie emocji jej brakowało, prawdziwych emocji, a nie namiastek związanych z polowaniami czy politycznymi intrygami. Może Rafenowi się uda? Zawsze uwielbiała lody z bitą śmietaną. Razem z czekoladą stworzą wspaniały deser. |