| Z tego, co widzę, a widzę sporo, to też bardzo często uległe, bo one mają więcej troski i przywilejów od swojego Pana, myślą życzeniowo, a nawet ta życzeniowość jest jeszcze bardziej nasilona niż u nieuległych. To jest ciekawe, dla mnie nie są to prawdziwi ulegli, tylko osoby podszywające się. Uważam, że świadomość jest w rękach właściwego Pana i wszystko ma swoje granice, a jeśli staje się bezgraniczne, to za Jego przyzwoleniem. Niewolnice są już całkiem inne od uległych, tak w praktyce, jest ich niewiele, ceną ich świadomości jest postrzeganie ich Pana przez pryzmat większego dystansu emocjonalnego i chłodu,co także jest zgodne z ich naturą i statusem. Wiele uległych także pozuje jako niedoświadczone, by zasygnalizować, iż są do urobienia tu i teraz, choć to w sumie Pan decyduje, co zrobić z taką. Reasumując: jest wiele zamętu w tym klimacie i też dość sporo iluzji, dlatego brakuje merytorycznych rozmów. To miejsce zajmują anonsy typu: „bo ja chcę", „bo ja lubię", jak od krnąbrnych dzieci, zamiast, co oferuję i co sobą reprezentuję. Wychowanie jest ważne, ewentualnie nawet tresura, ale też to jest kwestia Pana i stopniowania takiej relacji. Jakie są zadania dominujących? Jak uniknąć drogi „na skróty" ? |