Zdarza mi się ostro potraktować mężczyznę, ale kompletnie nie rozumiem idei kar i nagród, chociaż wiem, że uległych to kręci. Jeżeli leję w tyłek szpicrutą czy czymś innym, to dlatego, że jest to wynik obopólnych oczekiwań. W tym kontekście bardziej bym na to patrzyła jako na "nagrodę", ale nie dlatego, że ktoś zasłużył, lecz dlatego, bo to kończy czas oczekiwania na takie spotkanie. Nie widzę potrzeby wyszukiwania na siłę przewinień, nie traktuję też spankingu jako prewencji. Po co tworzyć sztuczne i nienaturalne sytuacje, skoro chłosta sama w sobie wyzwala namiętność. A sam fakt, że uległy chce być ukarany... to za mało, żebym musiała zawracać sobie tym głowę  |