Witam. Widziałem, że ten temat był już tutaj w jakiejś części poruszany, ale chyba nigdy w osobnym wątku. Co do tytułu... sam jestem taką osobą. Dla niektórych to może być zaskakujące, ale tym bardziej chciałbym wytłumaczyć, jak ja to widzę i jakie są moje "motywacje" w tej kwestii. Zacznijmy od tego... że jakoś kompletnie nie umiem sobie wyobrazić mojego fetyszu, mojej "słabości" do stóp z perspektywy osoby uległej Rozumiem mniej więcej, jak to działa, padanie do stóp jako wyraz oddania i uległości to oczywiście jak najbardziej dosadna ich manifestacja, ale ja sam, w konkretnych sytuacjach, gdy uległa jest boso, musi być boso, z mojej woli... widzę to tak, jak by to było coś, co podkreśla jej niższy względem mnie status, swoistą bezbronność, nawet do pewnego stopnia obnażenie, bo w końcu to taka część ciała, która definitywnie erotycznie na mnie działa. Oczywiście działać może też pewne tło "ideowe", w dawnych czasach boso niekiedy chodzili (choć głównie w warunkach, które przynajmniej jeśli chodzi o temperaturę na to pozwalały) ludzie z niższych warstw społecznych, biedacy, których nie było stać na obuwie, albo jego całoroczne utrzymanie oraz rzecz jasna niewolnicy. Same stopy lubię tak samo pieścić, jak i dręczyć, torturować na różne sposoby, temat ten zresztą również chętnie rozwinę, jeśli, a mam taką nadzieję, dyskusja pod tym wątkiem się rozwinie i pojawi się zainteresowanie i tą kwestią. W każdym razie na kwestię ich pieszczenia również nie patrzę w ten sposób, jakoby miał być to jakiś wyraz uniżenia z mojej strony. Macie podobnie? A może chętna byłaby się udzielić jakaś uległa, która lubi, ma/miała do czynienia z tym, że jej Pan w jakiś sposób zamuje/zajmował się jej stopami, albo po prostu taka opcja w jej opinii byłaby dla niej dobra i intersująca? Gorąco zapraszam do dyskusji  |