| Mowa ciała w dominacji spontanicznej |
| Roztrząsać się nie da mowy ciała, ponieważ, jak już wcześniej pisałam, to baza międzyludzka do dalszej komunikacji werbalnej. To, co mogę nieco roztrząsnąć to temat manieryzmu w kontaktach, czyli dążeń do perfekcji i nienaturalnego wysubtelnienia, potocznie rzecz ujmując wypicowanie czy to w ubiorze, czy wszelkiej efektowności, gdzie nie masz w tym kontakcie przestrzeni na bycie zwykłym człowiekiem z jego racjonalną harmonią, tylko wymuszonym modernizmem techno-nielogicznym. Mnie opadają ręce do tych antyklasycznych typów, co mają wszystko na sportowo, w głowie też i to się tyczy każdego rodzaju. Klasyki też nie należy mylić z tym bankietowo-biznesowym stylem aparycji. Kolejny problem, to wyuczona skromność i kokieteryjna niesmiałość - wyniesione z polskich tradycji siedzenia cicho, jak mysz pod miotłą. Znaczy, jak jestem myszą, to zostaje mi unikanie pecha w relacjach i kontaktach, zamiast wnoszenie swojego potencjału. Ludzie zachowują się podobnie na rynku pracy, jak w relacjach osobistych, podobne modele zachowań, reakcji, postawy reprezentują. Jak ktoś zawodowo pokazuje inną twarz, niż prywatnie, to gdzieś jest nie w pełni kotem, gdzieś się nie ujawnia. Osoba w roli myszy z perspektywy klimatycznego sadyzmu jest zaproszeniem do takiej zwinnościowej wolnoamerykanki, ale tworzy blokady po obu stronach a myszy poza ucieczką niewiele zostaje. Ta cała wirtualna rzeczywistość jest jak miotła w rogu piwnicy, za którą kryją się jednostki techno-nielogicznie sprawne, nawet doskonałe w swej profesji, ale poza tym społeczno-kulturowym kontekstem. |