| Money slave |
| Findom ma swoje uroki, ale nie dla uległych, tylko fetyszystów takich relacji, to zwyczajne TPE w formie finansowej. Zwykły libertynizm. Czy w przypadku TPE można mówić o "dojeniu do końca"? Tu jest sęk, bo przecież cały sens w tym, by czuć na sobie skutki dominacji, ale z zachowaniem wystarczalnych limitów. Kiedyś widziałam dokument na ten temat. Finasnowy niewolnik żył dla swojej Pani, której przez całe życie nie widział twarzą w twarz, dostawał jedynie raporty o konieczności wpłaty określonej sumy, było dla niego nagrodą, gdy miał taką sposobność zapoznania się z intencją, na którą zostały przeznaczone pieniądze, oczywiście był na kontrakcie. Był kawalerem, odpowiednio zarabiającym, by w takiej formie uszczęśliwiać swą damę, która nie wyrażała oczekiwań finansowych powyżej pewnych progów, by długoterminowo prowadzić taką działalność - ja to nazywam "femdomowym bankiem", w którym bardziej stawia się na ciągłość niż imponujące jednorazówki. Czy to ujmuje kobiecie klasy? Nie, dawniej damy potrafiły wprost mówić o pieniądzach i artykułować swe interesy. Może to bywało dla wielu kobiet fatalne, ale znów, to nic niespotykanego w tej przyrodzie. Weźmy taki okres dwudziestolecia międzywojennego i emancypacji kobiet w IIRP, w którym kobiety też wykazywały się w wielu szerszych sprawach, związanych z ich statusem, prostolinijnością. Uważam, że rozmowy o pieniądzach leżą w dobrym tonie, pod warunkiem, że służą ludziom a nie ich dzielą. |