Uwiarygadniać się przed uległą? I jak?
Ja, choć nie jestem facetem, wypowiem się w tym temacie. Szukając sobie odpowiedniego pariasa, też muszę potrafić oszacować jego zakres czynów i zaufać. Najpierw oszacowanie, potem reszta. W świecie wirtualnym zderzamy się z nadprodukcją fantazji, czasem lęków, które napędzają jeszcze większe obawy, które nas odsuwają od konfrontacji. Musi być jakaś etyka postępowania z ludźmi i to po obu stronach, dlatego to na wstępie rozmów widać, czy ktoś ma świra lękowego i prosi o skany, albo jest kombinatorem i wtedy podlega selekcji bez dalszego ale. Bez zaufania nie ma klimatu, ale lepsza od tego jest stabilność. Jeśli ktoś jest paranoikiem, albo już na wstępie boi się drugiego normalnego, to nic z tego nie będzie. Teoria jest teorią, a praktyka praktyką, zależy ile kto ma społecznych umiejętności i emocjonalnej inteligencji do kształtowania takich kontaktów, ich unikania bądź wpływania na osoby. Jeśli mam podejrzenie psychiatrycznych zmian lub innych "kulturowych konwersji" także daruję sobie spotkania. Zwyczajnie nie mam ochoty na sentymenty neurotyków i innych romantyków. Czasem też perspektywa jest słaba dla znajomości z różnych powodów, geograficznych, czy politycznych nawet. Generalnie jestem ekstremistką z natury, nudzą mnie szemrane tematy, liczy się dla mnie klarowność i konkret. Normy powinny obejmować zwykłą, klasyczną przyzwoitość dżentelmeńską, czyli, że każdy otwiera się na tyle, na ile w danym momencie chce i ocenia za wystarczające. Cóż, sama robię inaczej, lubię zastawiać pułapki zaufania i testować na polu życia. Jednak nie ucierpiałam na tym, zdarzyło mi się dogłębnie poznawać ludzi w sytuacjach trudnych, dla mnie. Na pewnym etapie poznania, człowiek zaczyna opierać się na wiedzy o drugim człowieku, nie na fantazjach a i zaufanie bywa zbędne, gdy ludzie dobrze się znają.


  PRZEJDŹ NA FORUM