Być w jednej łodzi z pariasem...
Sporo tu napisano o tzw. konwenansach oficjalnych lub mniej jawnych. Chcę jednak poruszyć zagadnienie całkowicie odmienne, realnych kulturowo i społecznie uwarunkowań, z których wynika naturalna hierarchia. Czy ktoś już o tym tu wspominał?

Rodzaj historycznego mezaliansu jest też dobrym odwołaniem z przeszłości.
Świat zmierza ku pewnej klasowości, i warunkowości, stąd moja tendencja do refleksji nad tymi przemianami, lub zderzeniem kultur.
Wmieszanie w ten kontekst bdsm wyostrza tworzenie fikcji upodobań i realizm następstw bardziej bliskich niż dalekich cechom klimatu.
Często spotykam się z buntem wobec sytuacji losowych, przebiegu relacji wpisanych w stan niezależny.

Mamy więc intelektualny pariasizm, wraz z wieloma tego odmianami w naszych realiach. Mamy także, obok kontraktów z plastiku, te prawdziwe historycznie. Czas jest sprawą względną.

Zanik klasy średniej i uwłaszczanie ludzkich umysłów rozlewa pewne idee na społeczeństwo jako system. System praw kupionych przywilejów, tych z urodzenia i statusu.

Może bdsm w relacjach jest tematem zastępczym dla wkraczania prawdziwej doktryny limitowanych praw?

I jeszcze o sposobie porozumiewania w takich konfiguracjach, o roli milczenia, o bdsm wypływającym z genów.
Kto chciałby dzielić się przebłyskami myśli, zapraszam, by wczuć się w rolę Pana i niewolnika na łodzi życia. Już bez zdań umownych.






  PRZEJDŹ NA FORUM