kontrakt między os dominującą, a uległą
czy jest taka potrzeba jeśli tak to po co?
Temat widzę, że stary jak piramidy, ale wciąż żyje.
Zauważyłem tu dwa podejścia do kontraktu:
1) zabezpieczenie od strony prawnej
2) forma "zabawowej" umowy między dwiema stronami
Punkt 2 to raczej indywidualna kwestia i jeśli kogoś to podnieca, to nie ma przeciwwskazań. Ustna umowa na to, co wolno, a czego nie wolno powinno wystarczyć, choć i pisemna może być ciekawa, ale raczej jest nieegzekwowalna. A to ze względu na punkt 1.
Zasada jest taka, że żadna umowa nie może mieć celu niezgodnego z prawem. Dlatego jakakolwiek umowa sprzeczna z prawem będzie po prostu nieważna. JEDNAKŻE np. bicie jest naruszeniem dobra osobistego, jakim jest nietykalność cielesna. Nie dochodzi do naruszenia, gdy druga strona się na to zgadza. Zdecydowanie warto mieć więc zgodę osoby szczególnie w przypadkach, gdy wasze rytuały niosą ryzyko jakichś obrażeń (chociażby nawet siniaków). W idealnym świecie wszystko to powinno być kwestią zaufania i innych pięknych, górnolotnych słów, ale świat nie takie rzeczy widział, więc czyjeś zgłoszenie się na policję po takiej sesji nie jest chyba aż tak niewiarygodne. Właśnie taka umowa może ochronić wasze dominujące dupsko od odpowiedzialności karnej za naruszenie czyjejś wolności, nietykalności cielesnej itd.
Ciekawy przypadek mieliśmy lata temu w Niemczech, gdzie kanibal uzyskał pisemną zgodę swojej ofiary na zjedzenie go. Pomimo tego sąd uznał, że taka zgoda jest nieważna, więc jak widać nawet zgoda na naruszenie nietykalności cielesnej ma swoje granice, a system niemiecki jest bardzo podobny do polskiego.
Nie ma za co.


  PRZEJDŹ NA FORUM