| Bondage wrestling |
| Hmm... mnie najbardziej ciekawi odwrócenie ról - czyli, gdy kobieta okazuje się silniejsza, lepsza (technicznie, szybsza itd.). To kompletnie zaburza tradycyjną, typową relację, gdzie facet przynajmniej fizycznie jest górą. Jeszcze ze 30 lat temu problemem była kobieta-szef czy kobieta zarabiająca więcej niż facet. Tu się sporo zmieniło, ale mam wrażenie, że w sporcie nadal jest (przynajmniej w naszym kraju) wyraźny podział, że to facet musi być: - lepszy, - może uprawiać sport zawodowo, a kobieta to tak bardziej rekreacyjnie, a nawet jak gra np. w jakimś klubie nawet np. w siatkówkę, to jest to bardziej jej fanaberia niż zawód, - kobieta nie może być trenerem, zwłaszcza faceta, o to kobieta jest z natury 'gorsza' (ona ma się uczyć od faceta, nie może mieć większej wiedzy w sporcie itd.). Np. w sportach walki w PL cały czas mam wrażenie, że sport kobiecy to taki dodatek nie traktowany poważnie. I to również przez same kobiety. Bo facet jak trenuje, to rozwija technikę i - jeśli potrzeba - siłę, mięśnie. A u kobiet... No właśnie. np. ostatnio dwe nasze zawodniczki walczyły w MMA i przegrały. Patrząc na ich profile w mediach społecznościowych, ich zdjęcia, to takie przeciętne 'dziunie' po których niekoneicznie widać, że uprawiają sport. Ich przeciwniczki (mimo kategorii wagowych) wyglądały na większe zakapiory i było widać, że coś trenują. W efekcie przegrana Polek nie zaskoczyła. Tak jakby trenowały, ale nie na 100%, bo jeszcze 'dostałyby mięśni'. Nawet głupie siłowanie na rękę. Kręci mnie gdy kobieta jest silniejsza, ale jednocześnie jak przegrywałem takie siłowanie, to męskie ego było drażnione. Do dziś wspominam siłowanie, gdzie dawałem z siebie 120% i mimo bólu, cieknącego potu po plecach, pchałem jej rękę ku dołowi powoli, cm po cm. Gdy brakowało ze 2-3cm by wygrać, ona postawiła nasze ręce do pionu i stwierdziła, że skoro nie chcę siłować się na serio, to kończymy i położyła moją rękę na stół. Masakra |