| Moja droga do femdom. |
| Też jestem zodiakalnym skorpionem. „Człowiek jest linią rozpiętą między zwierzęciem a nadczłowiekiem. Linią nad przepaścią", twierdził Fryderyk Nietzsche. Ze świecą szukać tej linii. Właśnie tzw. klimat, to mieszczenie się nadczłowieka ze zwierzęciem. Kobieta jest od tego, by te dwa gatunki człowieka w jednym rozgraniczać, by ich równowaga pozwoliła na swobodny rozwój trzeciej formy. To przychodzi u niektórych z wiekiem, u innych nigdy. Nadczłowiek to ten bezkrytycznie mądry, mający rację władzy, majestat płci, gadżety formalne jak pieniądze i wizerunek, swoją świeżo odkrytą narcystyczną perwersje. Zwierzę natomiast poszukiwać będzie realizacji tej wizji nadczłowieka przy użyciu nieludzkich sposobów, ale zwierzę ma to, czego nie ma nadczłowiek, pęd i tę odwagę ślepej klaczy. Mamy w sobie te aspekty, ale w jakiej mierze i czy zostały zneutralizowane? W moim postrzeganiu, wyprowadzanie z iluzji jest konieczne. By to uczynić, trzeba się przygotować. Innymi słowy, skończyć przekarmiać zwierzęcia mocy na płaszczyźnie BDSMu i wybrać się w dalszą drogę z lekką walizką. W tym temacie wypada opowiedzieć o różnych typach Femdom, by też pojąć, dlaczego tak wielu je omija. Mit Femdom krążącym wokół męskich fetyszów wpływa na widzenie świata kobiet. Panuje też iluzja postrzegania Femdom jako nadczłowieka, zaś jej poddanego jako zwierzęcia. W tych wyobrażeniach mieści się wiele wizji, które znów blokują drogę do femdom. Ta droga nie jest dla każdego, to fakt, jednak stratą jest stagnacja męskiego potencjału na poziomie samego BDSMu, jeśli on sam wymyka już się klimatycznym konwenansom. |