Tak, zdecydowanie. Są jednak typowe przypadłości uległych, tak jak masterów czy innych dominantów. Poza tym każdy chce mieć przy sobie lepszą wersję siebie, nieprawdaż? Nawet jeśli to nieprawnie wyrazić takie życzenie. Jest to także złamanie pewnego tabu, by otworzyć się na tę wersję idealną, choć nazwałabym ją idealistyczną.
Dziś dużo się słyszy o samoakceptacji. Jest jednak w tym też coś niezdrowego, gdy człowiek zamiast wymagać, zaczyna akceptować to nad czym powinien pracować. Wiem, że to ostatnie słowo powoduje, że deklaracja uległości umiera i następuje pełny obrót od sprawy. Ulegli lubią dokonywać projekcji na resztę świata, dlatego muszą widzieć czubek bata, który winien wskazać im punkt zawieszenia tych psychomotorycznych odpływów. Najbardziej nie rozumiem dominujących, którzy dają się podnieść fali, zamiast siedzieć za sterem. |