| Zimny kamień, który przemawia bez słów... |
| To trafiłeś. Obok mnie o miejsce dalej siedział muzyk i też cierpiał przez tego inteligenta. Obezwładnił mnie czystością ponad normę. Wolę zapach ulicznego wędrowca, indyjskiego pariasa myjącego się piaskiem w fazie duchowej abstynencji i z kołtunem na głowie. Nie wiem, ale ci ludzie pachną słońcem. Tamten śmierdział ciemną stroną Księżyca i przyćmiewał blask sonaty, czego nawet w stanie bojowym nie wyizoluję z pamięci. |